Bilet wstępu
Witajcie w Stratford.
Tak wyglądałby napis na tej tablicy, gdyby się częściowo nie zatarł. Więc
w rzeczywistości przejezdnych wita hasło : Witamy w Startfo.
Minęłam powitalna tablicę. Biegłam, nie zatrzymując się, póki nie
zobaczyłam szarego pasa morskiej wody. Głos mamy jeszcze
rozbrzmiewał w moich uszach, jakby przez cały czas skrzeczała nade
mną papuga cierpiąca na zatwardzenie: "Opamiętaj się, Rose , wracaj
natychmiast! Może przesadziłam, ale przecież jestem twoją matką,
jestem za ciebie odpowiedzialna!".
Nie, to ostatnie zdanie nie padło. Ona nigdy nie przyzna się, że
przesadziła. a wszystko zaczęło się od mojej uwagi na temat naszej
przeprowadzki. Że to było zupełnie bez sensu. To z tej uwagi wynikła
kłótnia, z igły zrobić widły, a z wideł dzika awantura.
Było więc wszystko, cały zestaw haseł. "Nawet nie wiesz jak ciężko
haruję!". "Nie jesteś pępkiem świata!" i na koniec: "To nie moja wina,
że twój ojciec nas zostawił!"
I właśnie wtedy stało się to najgorsze. Oświadczyłam, że tak, że to
właśnie jej wina. Że nie powinna była wyrzucać go z domu. Osłupiała,
a ja otworzyłam frontowe drzwi i po prostu uciekłam. nie miałam
pojęcia, dokąd iść. Nie wzięłam nawet kurtki. I w końcu znalazłam
się na szczycie wzgórza, a słone morskie powietrze wypełniło mi
płuca.
Ta historia zaczęła się w Londynie, od pewnego listu, który wpadł do
naszej skrzynki, lekki jak piórko, a był bombą i miał zburzyć całe moje
życie. W pierwszej chwili mogło się wydawać, że przyniósł same dobre
wiadomości. Mama przeczytała go z rozpromienioną twarzą. Powiedziała
mi, że odziedziczyła dom nad morzem. Że wszystkie nasze problemy
finansowe zostaną teraz rozwiązane. I nawet zachciało nam się skakać
ze szczęścia. Ale potem dowiedziała się, że tego domu nie będzie jej
wolno sprzedać nawet za sto lat.
I okazało się, że ojciec nie pojedzie tam razem z nami.
Powiedziałam jej jasno i wyraźnie, że chce mi zniszczyć życie, ale to
nic nie pomogło. Kiedy pakowaliśmy rzeczy, nie przestawałam szlochać
ani na chwilę. I ani się obejrzałam, kiedy już byłam tutaj, w tej dziurze,
gdzie diabeł mówi dobranoc, i patrzyłam przez okno. Ciężarówka
firmy transportowej zniknęła mi z oczu w oddali, razem z resztką nadziei.
Po tygodniu już skakaliśmy sobie do gardeł, i było coraz gorzej.
Wspomnienia niedawnej przeszłości kłębiły mi się w głowie ja chmura
wściekłych pszczół, kiedy schodziłam ze wzgórza na nadmorską
promenadę.Zaglądałam tu często, chodź było tak samo nudno jak
wszędzie. Salon gier losowych, otwarty całą dobę, służył za główna
atrakcję. Chuda dziewczyna o gniewnym spojrzeniu kuliła się w klasie
przy wejściu. Weszłabym tam, żeby się ogrzać, ale kiedyś już to
zrobiłam.Zapamiętałam uporczywy zapach petów i męskich skarpetek.
promenadę.Zaglądałam tu często, chodź było tak samo nudno jak
wszędzie. Salon gier losowych, otwarty całą dobę, służył za główna
atrakcję. Chuda dziewczyna o gniewnym spojrzeniu kuliła się w klasie
przy wejściu. Weszłabym tam, żeby się ogrzać, ale kiedyś już to
zrobiłam.Zapamiętałam uporczywy zapach petów i męskich skarpetek.
Zapięłam sweter, żałując, że kiedy wybiegałam z domu, nie sięgnęłam po
polarową bluzę. Szłam przed siebie. Minęłam budkę z rybą i frytkami,
która o tej porze roku stała zamknięta. Minęłam nieczynne stragany
z prażoną kukurydzą, minęłam hotel, który mógłby wyglądać całkiem
nieźle, ale z bliska było widać, że tynk się łuszczy.
która o tej porze roku stała zamknięta. Minęłam nieczynne stragany
z prażoną kukurydzą, minęłam hotel, który mógłby wyglądać całkiem
nieźle, ale z bliska było widać, że tynk się łuszczy.
-Poczekaj do lata zobaczysz, jak tu będzie pięknie-powtarzała mi mama
w kółko. Ale morze wydawało się takie zimne i nieprzyjazne, że nie
mogłam sobie wyobrazić ani żaglówek, ani kąpiących się plażowiczów.
w kółko. Ale morze wydawało się takie zimne i nieprzyjazne, że nie
mogłam sobie wyobrazić ani żaglówek, ani kąpiących się plażowiczów.
Miałam łzy w oczach i ocierałam je rękawem, rozglądając się, czy nikt
tego nie widzi. Zbliżyłam się do starej drewnianej wiaty przystanku
autobusowego, prawie w całości oblepionej ptasimi odchodami. Usiadłam
ostrożnie na jednym czystym skrawku ławeczki i patrzyłam na morze,
wzdychając po raz kolejny.
Wtedy usłyszałam kaszel. Odwróciłam się, zaskoczona. Ktoś stał
w kącie, z kapturem naciągniętym na oczy. Prze chwilę widziałam
go z boku, a potem powoli odwrócił się w moją stronę. Czekoladowe
oczy i szczupła blada twarz. Było ode mnie starszy o jakieś dwa lata i
o wiele wyższy.
w kącie, z kapturem naciągniętym na oczy. Prze chwilę widziałam
go z boku, a potem powoli odwrócił się w moją stronę. Czekoladowe
oczy i szczupła blada twarz. Było ode mnie starszy o jakieś dwa lata i
o wiele wyższy.
-Złapałeś wirusa? - spytałam. Ale spojrzał na mnie tak, jakbym
powiedziała coś oburzającego. Odsunęłam się trochę, żeby zrobić
mu przejście. Odszedł ze spuszczoną głową, z rękami wbitymi głęboko
w kieszenie. Wywaliłam za nim język i zaczęłam rozcierać zmarznięte
ramiona. Daję słowo, że wyglądał jak prawdziwy wariat. Może ta
miejscowość tak wpływa na ludzi, że tracą rozum, pomyślałam.
Może już niedługo zacznę mówić sama do siebie i napastować
obcych ludzi w autobusie.
powiedziała coś oburzającego. Odsunęłam się trochę, żeby zrobić
mu przejście. Odszedł ze spuszczoną głową, z rękami wbitymi głęboko
w kieszenie. Wywaliłam za nim język i zaczęłam rozcierać zmarznięte
ramiona. Daję słowo, że wyglądał jak prawdziwy wariat. Może ta
miejscowość tak wpływa na ludzi, że tracą rozum, pomyślałam.
Może już niedługo zacznę mówić sama do siebie i napastować
obcych ludzi w autobusie.
Patrzyłam na morze i wyobrażałam sobie, jak żałosne wrażenie
musiałabym zrobić na kimś, kto by mi się przyglądał. Taki ktoś
pomyślałby pewnie, że nie mam domu. Albo że straciłam w okropnych
wypadku samochodowym oboje rodziców. I właśnie powinnam się
uważać za bezdomną, wziąwszy pod uwagę przyjęcie, jakie czekało
na mnie po powrocie do domu. Pozwoliłam, by rozpacz otuliła mnie jak
ciepły koc. Tylko że zaczęło mi burczeć w brzuchu i przypomniałam
sobie, że nawet nie dokończyłam śniadania zanim zaczęła się kłótnia.
Zrozumiałam że muszę wracać do domu i wziąć na siebie to, co na mnie
tam czeka.Więc wstałam. Schyliłam się po mały niebieski kartonik.
To był bilet wstępu, staromodny, taki do odrywania z rolki.
Dla jednej osoby - odczytałam czarny nadruk na bilecie. Byłam pewna,
że zgubił go ten dziwny chłopak. Nieraz zatrzymuję tę chwilę w pamięci.
Mogłam zostawić bilet tam, gdzie leżał, i zapomnieć o nim.
Ale postąpiłam inaczej. Sama nie wiedząc dlaczego,schowałam kartonik
do kieszeni dżinsów.
musiałabym zrobić na kimś, kto by mi się przyglądał. Taki ktoś
pomyślałby pewnie, że nie mam domu. Albo że straciłam w okropnych
wypadku samochodowym oboje rodziców. I właśnie powinnam się
uważać za bezdomną, wziąwszy pod uwagę przyjęcie, jakie czekało
na mnie po powrocie do domu. Pozwoliłam, by rozpacz otuliła mnie jak
ciepły koc. Tylko że zaczęło mi burczeć w brzuchu i przypomniałam
sobie, że nawet nie dokończyłam śniadania zanim zaczęła się kłótnia.
Zrozumiałam że muszę wracać do domu i wziąć na siebie to, co na mnie
tam czeka.Więc wstałam. Schyliłam się po mały niebieski kartonik.
To był bilet wstępu, staromodny, taki do odrywania z rolki.
Dla jednej osoby - odczytałam czarny nadruk na bilecie. Byłam pewna,
że zgubił go ten dziwny chłopak. Nieraz zatrzymuję tę chwilę w pamięci.
Mogłam zostawić bilet tam, gdzie leżał, i zapomnieć o nim.
Ale postąpiłam inaczej. Sama nie wiedząc dlaczego,schowałam kartonik
do kieszeni dżinsów.
Potulnie wróciłam do domu.
Od Autorki: Chciałabym Wam podziękować za miłe komentarze do Prologu. !
Tak jak obiecałam rozdział I jest dziś. Kolejne rozdziały będę dodawać co 2-3 dni.
Dziękuje za wsparcie. ! To dla mnie wiele znaczy. ! No tyle... :d Jeżeli macie jakieś uwagi
związku z tym rozdziałem proszę pisać je w kom. . Chętnie sobie je przeczytam i wezme
to do serca. :D Pozdrawiam ... :d Do następnego. :D
Wspomnienia pisane są kursywą. :)
Od Autorki: Chciałabym Wam podziękować za miłe komentarze do Prologu. !
Tak jak obiecałam rozdział I jest dziś. Kolejne rozdziały będę dodawać co 2-3 dni.
Dziękuje za wsparcie. ! To dla mnie wiele znaczy. ! No tyle... :d Jeżeli macie jakieś uwagi
związku z tym rozdziałem proszę pisać je w kom. . Chętnie sobie je przeczytam i wezme
to do serca. :D Pozdrawiam ... :d Do następnego. :D
Wspomnienia pisane są kursywą. :)
Super.Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńSupeeer <333
OdpowiedzUsuńNaprawdę fajne. Bardzo miło mi się czyta potrafisz zaciekawić :D<3
OdpowiedzUsuńMiło się czyta :)
OdpowiedzUsuńSzczerze to czytałam lepsze ale wiem że się dopiero co rozkręcasz! Super! Oby tak dalej :)
Kiedy będzie 2 rozdział?
OdpowiedzUsuńDrugi rozdział dodam dzisiaj pod wieczór. xd :D
UsuńBoski <3
OdpowiedzUsuńŚwietny <333
OdpowiedzUsuńKochaaam <3
OdpowiedzUsuń