Wiosna
Pięć miesięcy później.
- Rose! Rusz się! Bo się spóźnisz!
- Idę!
Skończyłam wiązać krawat ( nadal tak samo fioletowy i tak samo piękny).
Przejrzałam się w lustrze i wystawiłam język, a potem zbiegłam po
schodach.
Mama stała przed lustrem w przedpokoju. Usta miała rozciągnięte w
prostokąt, bo właśnie malowała je szminką. Ostatnio szminka była u niej
w ciągłym użyciu. Poza tym mama obcięła i ufarbowała włosy. I nie
obnosiła już takiej nieszczęśliwej miny.
- Pamiętasz, że dziś wieczorem wychodzę? - spytała.
- A dałabyś mi zapomnieć? Mówisz o tym od tygodnia.
- Uważaj, panienko! - zawołała i wymierzyła mi klapsa, kiedy wkraczałam
do kuchni.
Pochłonęłam miskę płatków z mlekiem i już byłam za drzwiami, w drodze
do szkoły. Zaczynał się pierwszy dzień drugiej połówki letniego semestru.
Słońce wcale nie świeciło zbyt ostro i nadal nie mogłam wyobrazić sobie
kapiących się plażowiczów, ale drzewa kwitły na całego i powietrze miało
oszałamiający zapach. W tym dniach Stanford nie wydawało mi się
wyjątkową dziurą, najgorszą na całym świecie, tylko dziurą całkiem
przeciętną i zwyczajną.
Co nieco zmieniło się w moim życiu od Gwiazdki.
Ojciec zamieszkał w Newcastle. I już nie rozpaczam z tego powodu. Nie
od razu przestałam być na niego wściekła. W końcu zgodziłam się go
odwiedzić, ale zapowiedziałam, że nie chcę widzieć jego narzeczonej.
Spełnił moje życzenie, trzymał ją z daleka ode mnie. Dopiero przy trzeciej
wizycie uznałam, że już czas się z tego wycofać. Nie mogę powiedzieć, że
Sara mnie zachwyciła. Ale jest w porządku. Da się z nią wytrzymać.
Mama spotyka się z Willem. Okazało się, że Will też jest w porządku.
Po tej historii z McAllistairem awansował w swojej gazecie. Czasem
przychodzi mi ochota spytać, czy nie miałby dla mnie jakiegoś
ciekawego zlecenia.
Projekt osiedla nadmorskiego został znacznie okrojony i mówi się o tym,
żeby odbudować wesołe miasteczko.
Ale nie sądzę, żebym tam kiedyś poszła. Zostawiłam tam zbyt wiele
wspomnień.
Nie zapomniałam o Justin'ie. Tęsknię za nim przez cały czas. Kiedy o nim
myślę, czasem tak drżą mi kolana, że muszę czym prędzej usiąść.
Dlaczego akurat ja? - zastanawiam się. - Dlaczego byłam jedyną osobą,
która mogła go zobaczyć? I wydaje mi się, że nigdy nie poznam odpowiedzi.
Czasem się zastanawiam, czy naprawdę znałam chłopca, który był
duchem, czy tylko przeżyłam coś w rodzaju załamania nerwowego z
powodu przeprowadzki i rozstania rodziców.\Ale jednak to niemożliwe.
Wystarczy spojrzeć na fotografię, żeby przypomnieć sobie, jak mnie
obejmował, jak się całowaliśmy, jak jego twarz się rozjaśniała na mój widok.
Kiedy za dużo myślę o tym wszystkim, ogarnia mnie zamęt i zaczynam
wątpić, czy jestem przy zdrowych zmysłach. Wtedy wiem, że pora
wrócić do życia.
U wylotu naszej ulicy czekała na mnie Abbie, bo do szkoły chodzimy razem.
Macham jej z daleka, a ona powtarza mój gest. Abbie niczym się
specjalnie nie przejmuje. Jest tak wesoła z tym swoim luzem. Trochę jej tego
zazdroszczę. Gdybym opowiedziała jej, co naprawdę zdarzyło się
w zimie, pewnie wysłuchałaby tego bez mrugnięcia okiem.
Ale nigdy jej nie powiem.
Kidy się do niej zbliżam, obok przejeżdża furgonetka lodziarza z melodyjnym
klaksonem. Cierpnie mi skóra, bo to jest ta sama melodyjka, którą słyszałam
w wesołym miasteczku w dniu, kiedy poznałam Justin'a.
Patrzę w ślad za furgonetką i zaczynam się znowu zastanawiać...
Przestań Rose - mówię sobie w duchu. - Justin odszedł.
Ściska mnie w gardle i przez chwilę czuję w sercu taki ból, że nie mogę oddychać.
- Cześć - mówi Abbie z uśmiechem.
- Cześć - odpowiadam, otrząsając się ze swoich myśli.
- Gotowa na trudy edukacji? - pyta, swoim zwyczajem podnosząc brew.
- Tak! - odpowiadam. - do roboty!
Od Autorki: Tak o to dobrnęliśmy razem do ostatniego
rozdziału... który kończy przygodę Justin'a i Rose.
Mam nadzieję, że moje opowiadanie podobało Wam
się i może wrócicie do niego po latach...
Dziękuję za 264 komentarze i 20000 wyświetleń.
Dziękuję, że czytaliście mojego bloga.
Mam nadzieję ... że za bardzo Was nie zanudziłam. :/
Pozdrawiam.... Do usłyszenia.... Na moim drugim blogu.
Będzie mi Was bardzo brakowało. :(
Wszyscy którzy czytali tego bloga proszę o
skomentowanie tego rozdziału - chciałabym
wiedzieć ile osób go czytało. Tak na koniec.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz <3
Będzie mi Was bardzo brakowało. :(
Wszyscy którzy czytali tego bloga proszę o
skomentowanie tego rozdziału - chciałabym
wiedzieć ile osób go czytało. Tak na koniec.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz <3