Oto news
Kurier Południowej Kanady
Ostatnia aktualizacja 04:50
Szajka wyzyskiwaczy cudzoziemskiej siły roboczej zatrzymana w sennym
miasteczku Południowej Kanady.
Policja wykryła w miasteczku Stanford szajkę złożoną ze znaczących
osobistości miejscowego biznesu. Grupa ta podejmowała się szereg
przedsięwzięć biznesowych i budowlanych, w tym budowy wartego
milion funtów osiedla nadmorskiego z przystanią. Policjanci znaleźli
120 imigrantów pracujących dla spółki nielegalnie przetrzymywanych
w skandalicznych warunkach. Pochodzą oni między innymi z
Chorwacji, Chin i Pakistanu.
Po ich przybyciu do Kanady odebrano im paszporty. Od większości
ofiar tego procederu żądano odpracowania ogromnych sum wyłożonych
rzekomo na ich przyjazd.
Miejscowy milioner i biznesmen Alexander McAllistair został aresztowany
razem z kilkoma członkami rady miejskiej. Odpowiedzą oni za złamanie
ustawy z roku 2007 o zakazie handlu ludźmi.
Pierwsza wiadomość o tej sprawie ukazała się na łamach The Stanford
Advertiser. Dziennikarz tej gazety Will Swift powiedział nam: "Nie
mogę ujawnić źródła moich informacji. Otrzymałem dowody obciążające
kilka wpływowych postaci lokalnego życia gospodarczego i
niezwłocznie przekazałem je właściwym władzom".
Rzecznik Fundacji Drozd zajmującej się zwalczaniem wyzysku i handlu
ludźmi, oświadczył: "W naszym świecie nie ma miejsca na niewolnictwo.
Mamy nadzieję, że winni poniosą odpowiednią karę".
Nie miałam możliwości sprawdzić, co jest na karcie pamięci, którą znalazłam
w breloku Pattie. Byłam przekonana, że to coś ważnego, skoro Pattie
ukryła to tak przemyślanie. I miałam rację. Były tam wszystkie zdjęcia
i dokumenty, nie wyłączając oświadczenia Lili. Will nie wiedział, kto był
jego źródłem, bo wysłałam mu tę kartę pamięci anonimowo, na wszelki
wypadek zmieniając charakter pisma. Nie widziałam innej możliwości
załatwienia tej sprawy. Na samą myśl, że miałabym wytłumaczyć mamie,
jak weszłam w posiadanie tych dokumentów, cierpła mi skóra. Przecież
nie uwierzyłaby mi w ani jedno słowo, gdybym opowiedziała jej o Justin'ie.
To, co Will znalazł na karcie pamięci, było jak bomba odpalona w samym
środku Stanford. Wkrótce po ukazaniu się tej wiadomości w gazetach,
McAllistair został zwolniony z aresztu za kaucją i czekał na swój proces.
Jak się okazało, do szajki należał również jeden z policjantów i kilku członków
rady miejskiej.
Nigdy nie dowiedziałam się, co się stało z Lili. Mam nadzieję, że wróciła do
domu, do rodziny, i że już się nie musi bać niczego ani nikogo. Ale być może
nigdy nie uda jej się zapomnieć o tym, co przeżyła.
Najgorsza była dla mnie myśl, że prawda o śmierci Justin'a i Pattie
prawdopodobnie nigdy nie ujrzy światła dziennego. Na tę część historii nie
miałam żadnego dowodu. Wydawało mi się czymś strasznie, niesprawiedliwym,
że McAllistair i jego wspólnicy nie odpowiedzą za morderstwo. Bo
przecież je popełnili. Ale przynajmniej nie będą już mogli dręczyć następnych
ofiar.
Było w tym wszystkim również coś optymistycznego. W którejść z lokalnych
gazet znalazłam wzmiankę o fotografiach odkrytych w wesołym miasteczku.
Przeczytałam, że zostaną wystawione w miejskim muzeum, w dziale
historycznym.
Więc Pattie będzie jednak miała swoją wystawę.
Justin byłby z niej taki dumny.
Justin...
Zawsze, kiedy przypominam sobie, jak odchodzi w strugach deszczu, na nowo
przeżywałam boleśnie nasze pożegnanie.
Chciałabym zasłużyć na to, żeby jeszcze kiedyś go spotkać.
Od Autorki: No i mamy przed ostatni rozdział...
Trochę się wyjaśniło... <3
Kolejny rozdział pojawi się w czwartek. <3
Dziękuję Wszystkim tym co czytają tego bloga. ! - Jestem bardzo bardzo
wdzięczna. ! <3
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz.
osobistości miejscowego biznesu. Grupa ta podejmowała się szereg
przedsięwzięć biznesowych i budowlanych, w tym budowy wartego
milion funtów osiedla nadmorskiego z przystanią. Policjanci znaleźli
120 imigrantów pracujących dla spółki nielegalnie przetrzymywanych
w skandalicznych warunkach. Pochodzą oni między innymi z
Chorwacji, Chin i Pakistanu.
Po ich przybyciu do Kanady odebrano im paszporty. Od większości
ofiar tego procederu żądano odpracowania ogromnych sum wyłożonych
rzekomo na ich przyjazd.
Miejscowy milioner i biznesmen Alexander McAllistair został aresztowany
razem z kilkoma członkami rady miejskiej. Odpowiedzą oni za złamanie
ustawy z roku 2007 o zakazie handlu ludźmi.
Pierwsza wiadomość o tej sprawie ukazała się na łamach The Stanford
Advertiser. Dziennikarz tej gazety Will Swift powiedział nam: "Nie
mogę ujawnić źródła moich informacji. Otrzymałem dowody obciążające
kilka wpływowych postaci lokalnego życia gospodarczego i
niezwłocznie przekazałem je właściwym władzom".
Rzecznik Fundacji Drozd zajmującej się zwalczaniem wyzysku i handlu
ludźmi, oświadczył: "W naszym świecie nie ma miejsca na niewolnictwo.
Mamy nadzieję, że winni poniosą odpowiednią karę".
Nie miałam możliwości sprawdzić, co jest na karcie pamięci, którą znalazłam
w breloku Pattie. Byłam przekonana, że to coś ważnego, skoro Pattie
ukryła to tak przemyślanie. I miałam rację. Były tam wszystkie zdjęcia
i dokumenty, nie wyłączając oświadczenia Lili. Will nie wiedział, kto był
jego źródłem, bo wysłałam mu tę kartę pamięci anonimowo, na wszelki
wypadek zmieniając charakter pisma. Nie widziałam innej możliwości
załatwienia tej sprawy. Na samą myśl, że miałabym wytłumaczyć mamie,
jak weszłam w posiadanie tych dokumentów, cierpła mi skóra. Przecież
nie uwierzyłaby mi w ani jedno słowo, gdybym opowiedziała jej o Justin'ie.
To, co Will znalazł na karcie pamięci, było jak bomba odpalona w samym
środku Stanford. Wkrótce po ukazaniu się tej wiadomości w gazetach,
McAllistair został zwolniony z aresztu za kaucją i czekał na swój proces.
Jak się okazało, do szajki należał również jeden z policjantów i kilku członków
rady miejskiej.
Nigdy nie dowiedziałam się, co się stało z Lili. Mam nadzieję, że wróciła do
domu, do rodziny, i że już się nie musi bać niczego ani nikogo. Ale być może
nigdy nie uda jej się zapomnieć o tym, co przeżyła.
Najgorsza była dla mnie myśl, że prawda o śmierci Justin'a i Pattie
prawdopodobnie nigdy nie ujrzy światła dziennego. Na tę część historii nie
miałam żadnego dowodu. Wydawało mi się czymś strasznie, niesprawiedliwym,
że McAllistair i jego wspólnicy nie odpowiedzą za morderstwo. Bo
przecież je popełnili. Ale przynajmniej nie będą już mogli dręczyć następnych
ofiar.
Było w tym wszystkim również coś optymistycznego. W którejść z lokalnych
gazet znalazłam wzmiankę o fotografiach odkrytych w wesołym miasteczku.
Przeczytałam, że zostaną wystawione w miejskim muzeum, w dziale
historycznym.
Więc Pattie będzie jednak miała swoją wystawę.
Justin byłby z niej taki dumny.
Justin...
Zawsze, kiedy przypominam sobie, jak odchodzi w strugach deszczu, na nowo
przeżywałam boleśnie nasze pożegnanie.
Chciałabym zasłużyć na to, żeby jeszcze kiedyś go spotkać.
Od Autorki: No i mamy przed ostatni rozdział...
Trochę się wyjaśniło... <3
Kolejny rozdział pojawi się w czwartek. <3
Dziękuję Wszystkim tym co czytają tego bloga. ! - Jestem bardzo bardzo
wdzięczna. ! <3
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz.
jeeejku! rozdział świetny!!! <3 kocham kocham kocham <3 <3 :* !!! chcę dalej nie chcę końca :(
OdpowiedzUsuń@Karolincia246
jaki przed ostatni? nie :(((
OdpowiedzUsuńco ja zrobię ze swoim życiem kiedy w czwartek przeczytam ten rozdział :<
super rozdział <3
Jeju .... Kocham <333
OdpowiedzUsuńjejku czuje, że przy ostatnim bede ryczeć - fantastic
OdpowiedzUsuńKiedy ten nastepy rozdzial :)
OdpowiedzUsuń