sobota, 5 lipca 2014

Rozdział XXIV

Drozd
Odeszłam wściekła. Tak wściekła, że kiedy mijałam teren budowy, nie od
razu zauważyłam samochód, który ruszył za mną.
Dopiero w pobliżu domu zwróciłam uwagę na czarną terenówkę z
przyciemnionymi szybami, z literami McA 2 na tablicy rejestracyjnej. Kiedy
przystanęłam, samochód się zatrzymał. Potem ruszyłam i on także ruszył.
Sunął za mną wolniutko przez całą drogę, aż po same drzwi, a kiedy drżącą
ręką włożyłam klucz do zamka, odjechał z piskiem opon, zostawiając za
sobą chmurę pyłu. W ułamku sekundy pojęłam, że za kierownicą siedzi
któryś z ludzi McAllistaira, zresztą znak rejestracyjny także na to
wskazywał. Nie wiedzieli, kim jestem ani czego szukałam w sejfie, ale
wiedzieli bardzo dobrze, jak mnie nastraszyć. Z pewnością byli przekonani,
że przyszłam szpiegować. A jeśli ten stos paszportów miał cokolwiek
wspólnego ze śmiercią Justin'a i Pattie, pewnie chcieli mnie nastraszyć,
żebym się od nich odczepiła.
Więc ten samochód, który odprowadził mnie aż po same drzwi, miał
zniechęcić mnie do wsadzania nosa w ich sprawy. Zrozumiawszy to,
zaczęłam drżeć z przerażenia, aż dzwoniły mi zęby. Wpadłam d domu
i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Byłam kłębkiem nerwów. Raz po raz wyglądałam przez okno, żeby
zobaczyć, czy tamta terenówka nie wróciła. Na widok czarnego
vana omal nie zsikałam się ze strachu, ale okazało się po chwili, że
to kurier z przesyłką dla sąsiadów.
Mama spytała, czy nic mi nie dolega. Przyglądała mi się z niepokojem,
ale powiedziałam jej, że boli mnie głowa. Położyłam się wcześniej
i naciągnęłam kołdrę na głowę. Starałam się odpędzić od siebie
wspomnienie nieprzyjaznego wzroku Justin'a i jego ostrych słów. I
czułam zamęt w sercu. Coś mi mówiło, że Justin wcale nie chciał, żebym
naprawdę odeszła.
Myśli kłębiły mi się w głowie tak długo, aż zapadłam w płytki, gorączkowy
sen. Śniły mi się koszmary. Byłam zamknięta w dużym akwarium. 
Unosiłam się w wodzie, bez gruntu pod nogami. Tłukłam w szyby, usiłując
się wydostać. A potem biegłam za Justin'em, chciałam go dogonić,
i za każdym razem, kiedy byłam blisko, Justin roztapiał się w powietrzu.
Obudziłam się jeszcze bardziej zmęczona, niż kiedy kładłam się do łóżka
z głową pękającą od niespokojnych myśli.
W końcu wyciągnął mnie z łóżka przeciekający kran. W ciszy słyszałam tylko
odgłos kapiącej wody. był tak donośny, że dostawałam szału. Tyle razy
słyszałam, że ten cały Will wymieni nam uszczelkę. Ale wiedziałam dobrze,
i mama także wiedziała, i wiedział nawet Will, że ta rzekoma naprawa karu
była dla nich wymówką i pretekstem, żeby się widywać.
Zaczęłam myśleć o ojcu i jego nowej kobiecie. Wyobraziłam sobie, że
się pobiorą i może nawet będą mieli dziecko. Bo właściwie dlaczego nie?
Ojciec może założyć w Newcastle nową rodzinę. I już nie będę jego
jedyną ukochaną dziewczynką.
Znowu przypomniał mi się Justin. Jego mina, kiedy kazał mi odejść. I chmury,
które wisiały nade mną, wydały mi się jeszcze tysiąc razy cięższe.
Podeszłam do biurka i wzięłam do ręki jego fotografię. Palcem wskazującym
pogłaskałam go po policzku, wspominając jego ciemne, długie rzęsy, kiedy
przymykał oczy podczas pocałunku. Przeżywałam ten pocałunek na nowo
i coś mnie łaskotało pod przeponą.
Odłożyłam jego zdjęcie na biurko, białą stroną do góry. Już chciałam się
oddalić, kiedy mój wzrok padł na świstki, które znaleźliśmy w budce przy
ogrodzeniu. One także leżały na biurku. Z ciekawością sięgnęłam po jeden
z nich. W ciągu ostatniego tygodnia wydarzyło się tak wiele i tyle się
zmieniło... Zerknęłam na tę ulotkę z odręczną notką.
Zadzwonić do Drozda?
O co chodziło Pattie? dlaczego to sobie zapisała?
Justin kazał mi odejść, ale tej sprawy przecież nie mogłam zostawić. Byłam
już w nią mocno wciągnięta, czy mu się to podobało, czy nie. Zdecydowałam,
że przynajmniej spróbuję dowiedzieć się czegoś więcej o Droździe.
Postanowiłam zajrzeć do internetu i przysięgam, przez chwilę w ogóle nie
pamiętałam, że nie mamy łącza.
Właśnie się zastanawiałam , czy w Stanford istnieje coś takiego jak
kawiarenka internetowa, gdy usłyszałam, jak mama obraca klucz w drzwiach.
Tego dnia pracowała tylko do południa. Ale nie była sama. Szybko się
zorientowałam, że przyprowadziła ze sobą Willa.
Ubrałam się w pośpiechu. Kiedy zeszłam na dół, mama i Will siedzieli przy
stole, pijąc herbatę, a Dylan krążył wokół nich, puszczając po
podłodze mechaniczny samochodzik przypominający pojazd Batmana,
i robił mnóstwo hałasu. Will uśmiechnął się do mnie nieśmiało.
Zignorowałam to.
- Mamo, kiedy wreszcie będziemy miały stałe łącze? Chciałabym uruchomić
swojego iPoda. I wreszcie sprawdzić pocztę.
Poczułam się nie w porządku, bo przypomniało mi się, że dotąd nie
odpowiedziałam na sms-y Jasmine. A teraz już nazbierało się zbyt wiele
spraw jak na jeden telefon. Ale jak miałam o niej pamiętać, kiedy wszystko
naraz się na mnie waliło? Mój umysł został zbombardowany zbyt wielką
ilością zdarzeń i zapomniałam o sms-ach Jasmine. Bez tej wpadki też
czułam się okropnie. Nie chciałam poczuć się jeszcze gorzej.
Mama westchnęła.
- Przepraszam, Rose. Nie miałam kiedy się tym zajać.
Uśmiechnęła się do Willa.
- To jedna z tysięcy rzeczy, które powinnam była zrobić po przeprowadzce.
- Nie pomogę ci w sprawie i Poda - zwrócił się do mnie Will - ale jeśli
chcesz przeczytać swoją pocztę, możesz po sąsiedzku zajrzeć do
komputera, który kupiłem dla mojej matki. Myślałem, że będzie się
dobrze bawiła, surfując po internecie. Ale ona na ten komputer nawet nie
spojrzała. Tylko się kurzy, odkąd go zainstalowałem - dodał swoim
miękkim głosem.
Mama zaśmiewała się, jakby powiedział coś nieskończenie zabawnego.
- Pani Swift jest teraz w domu? - spytałam, a on obrzucił mnie domyślnym
spojrzeniem. Wiedział, czego się obawiałam.
- Nie, pojechała odwiedzić swoją siostrę. Będziesz sama.
No  i prawie że się do niego uśmiechnęłam.
- Dobra. Dzięki.
Mama spojrzała na mnie, podnosząc wymownie brew, kiedy Will wstał od
stołu, żeby mnie tam zaprowadzić.
Dom pani Swift miał rozkład pomieszczeń taki sam jak u nas, tyle że
każdy skrawek ściany i fotela pokryty był kwiecistą tkaniną i można było
od tego dostać oczopląsu. A poza tym cały przesiąkł zapachem jej
perfum. wszędzie leżały rozrzucone zabawki Dylana, a w pokoju
gościnnym po podłodze walały się jego spodnie od piżamy. Stało tam
łóżko i mały stolik komputerowy. Komputer był lepszy od naszego. A tu się
marnował. Pomyśleć tylko, ile wiedzy o rozmaitych chorobach mogłaby
zyskać pani Swift, gdyby nauczyła się z niego korzystać. Will uklęknął na
podłodze, żeby podłączyć kabel. Nie miałam pojęcia, co się stało z matką
Dylana, ale postanowiłam zapytać o to moją mamę, kiedy wrócę do
domu. Może niechcący udusił ją w swoim mocnym uścisku rugbisty?
- Proszę, możesz siedzieć tu, jak długo zechcesz. Nikt ci nie będzie
przeszkadzał.
Tak, a tobie nikt nie przeszkodzi w tym czasie siedzieć u mojej mamy,
pomyślałam.
- Zrobię to szybko - odpowiedziałam.
- Kiedy skończysz, wyłącz - poprosił.
Will poszedł, a ja zostałam sama. I okazało się, że nie bardzo wiem, od
czego zacząć. Zaczęłam więc od przejrzenia poczty i serce skoczyło mi do
gardła ze szczęścia, kiedy zobaczyłam cztery wiadomości od Jasmine i kilka
od innych koleżanek. Pierwszy z maili od Jasmine był długi i pełen różnych
historii, a w ostatnim znalazło się tylko jedno pytanie: "Co z tobą, Rose?".
Napisałam list z przeprosinami i spróbowałam wprowadzić ją w szczegóły
mojego tutejszego życia, przezornie nie wspominając o Justin'ie, o
wesołym miasteczku, o niczym w tym rodzaju. Co prawda, poza tym
niewiele miałam do opowiedzenia, ale zawsze to przyjemnie odezwać
się do kogoś, kto nas dobrze zna. to mniej więcej tak, jak zdjąć buty
i włożyć kapcie.
Ale potem przypominałam sobie o tym, do czego potrzebowałam
komputera. Wpisałam w Google słowo "dzianina" i nie trafiłam na nic
ciekawego. Gdy jednak wpisałam "Alex McAllistair", pojawiła się strona
ze spisem wszystkich firm należących do tego przedsiębiorcy.
Przeglądałam ją i zatrzymałam się przy zdjęciu dużej grupy uśmiechniętych
ludzi, machających do obiektywu. Na pierwszym planie stał sam Alex
ze skrzyżowanymi ramionami i zadowoloną z siebie miną. ten osiłek z byczym
karkiem stał obok niego. Zadrżałam, bo przypomniał mi się samochód, który
eskortował mnie aż pod próg.
Większa część tej listy obejmowała firmy działające w hrabstwie Kent.
Kiedy kliknęłam w zakładkę "Pozostałe przedsięwzięcia", zobaczyłam listę
małych fabryczek, z których jedna nosiła nazwę "Dzianiny TMS". A na
koniec wpisałam do wyszukiwarki słowo "Drozd". Pokazały się tysiące
wyników. Niezliczone restauracje. Strona poświęcona dziko żyjącym ptakom.
Południowokanadyjska marka tamponów. Coś jednak wśród tych wyników
przyciągnęło moją uwagę.
Fundacja Drozd. Program pomocy wykorzystywanym parownikom
i zwalczania współczesnego niewolnictwa. Kliknęłam w link i zobaczyłam
ptaka schwytanego w pętlę z kolczastego drutu. Ptak trzepotał się
rozpaczliwie, lecz pojawiła się para rąk, niosących mu wolność. Drozd
odleciał na sam brzeg ekranu i po chwili zobaczyłam stronę główną Fundacji 
Drozd. Zaczęłam czytać.:
Fundacja Drozd zmierza do wyeliminowania wszelkich form 
niewolnictwa. Miliony mężczyzn, kobiet i dzieci na całym świecie 
zmuszanych jest do niewolniczej pracy. Choć oficjalnie nie nazywa się t
ego niewolnictwem, sytuację tych osób tak właśnie można określić. 
Ludzie ci są sprzedawani jak przedmioty, pracują pod przymusem za 
grosze albo bez wynagrodzenia i zdani są na łaskę swoich "właścicieli", 
którzy zazwyczaj odbierają im dokumenty i grożą zemstą, jeśli pracownik 
poskarży się odpowiednim władzom.
Pomyślałam o paszportach przechowywanych w sejfie i o dziewczynie
imieniem Lili, śmiertelnie przestraszonej obecnością faceta, który był prawą
ręką Alexa. Co się właściwie działo na budowie osiedla i w szwalni? Czy
przetrzymywano tam niewolników? Czy Pattie o tym wiedziała i czy
dlatego jej samochód został zepchnięty do morza?
- Nie przeszkadzaj sobie, przyszedłem tylko po suche spodnie dla Dylana,
bo zdarzył mu się maleńki wypadek...
Aż podskoczyłam. Nie słyszałam nawet, kiedy Will wszedł do domu.
Szybko wyszłam z wyszukiwarki.
- Już skończyłam - powiedziałam z bijącym sercem.
- Na pewno? Nikt cię nie popędza -zapewnił mnie Will.
- Na pewno.
Wiem już dość, pomyślałam. Wszystkie klocki tej układanki wskoczyły na
swoje miejsca. Szwalnia i budowa należały do przedsięwzięć Alexa
McAllistaira.Czyż nie mówili w lokalnej telewizji, że inwestycja budowlana
jest opóźniona, a jej budżet poważnie przekroczony? Może właśnie dlatego
chcieli użyć niewolniczej siły roboczej, z której  już przedtem korzystali w
szwalni. A do portów międzynarodowych przywożono im nowych
pracowników. Drżałam na całym ciele. Wiedziałam, że powinnam iść na
policję. Ale nie miałam ani cienia prawdziwego dowodu. Kto uwierzy
siedemnastolatce, oskarżającej kogoś tak potężnego jak McAllistair?
Zastanawiałam się nawet, czy nie opowiedzieć tego wszystkiego mamie.
Ale zrezygnowałam, bo wyobraziłam sobie, w jaką wpadłaby histerię, słuchając
o samochodzie, który jechał za mną przez całą drogę z przystani do domu.
A poza tym nie mogłam przecież powiedzieć jej o Justin'ie.
I jeszcze, co się stanie ze mną i z mamą, jeśli spróbujemy wyciągnąć tę historię
na światło dzienne? Czy będą próbowali się nas pozbyć, tak jak pozbyli się
Pattie i Justin'a? I znowu pomyślałam o Justin'ie, samotnie marznącym w
wesołym miasteczku, i z trudem opanowałam drżenie, które mną wstrząsnęło.
Byłam gotowa biec prosto do niego, żeby go objąć i opowiedzieć mu o
wszystkim, czego się dowiedziałam. Ale co on wtedy zrobi? Czy nie powiedział
mi jasno i wyraźnie, żebym go zostawiła w spokoju?

Od Autorki: No i trochę się dzieje w tym rozdziale.
                              Jak myślicie czy Rose posłucha się Justin'a?
                            A może zostawi tą sprawę i zapomni o wszystkim...
                       ... o wesołym miasteczku, o Justin'ie, o informacjach których
                           się dowiedziała. ... Przeczytasz to się dowiesz. :)
Rozdział tak jak obiecałam... jest na czas.! - Jestem z siebie Dumna...
... Mam nadzieję że Wy ze mnie też. <3
Następny rozdział pojawi się we wtorek lub w środę. <33
....
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz <3






7 komentarzy:

  1. C U D O W N Y ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny nie moge doczekać się następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! *.* czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
  4. cudnyy!! <3 *.* jak zawsze zresztą :*
    @Karolincia246

    OdpowiedzUsuń
  5. Rose na pewno Nie zostawi tej sprawy . Jest już tak blisko XD <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, kocham to opowiadanie *,* Nie mogę się doczekać nn. <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly