Gdzie jesteś Scooby Doo?
Kiedy wróciłam, mamy nie było jeszcze w domu. Włączyłam radio
na cały regulator. Czułam się nieswojo. Prawdę mówiąc, byłam
roztrzęsiona. Jak dotąd, poznałam tylko dwie osoby. Jedna okropna
a była nią pani Swift.Druga - a był nią Justin - osobliwa i niepokojąca.
Zaczęłam się na nowo zastanawiać, czy Justin ma dom. I wyobraziłam
sobie ni stąd, ni zowąd, jak śpi gdzieś pod drzwiami. Chodź przecież
równie dobrze mógł teraz siedzieć z talerzem zupy, w towarzystwie
uśmiechniętej matki i ojca dopytującego się, jak spędził poranek.
A co Justin by odpowiedział? "Znowu spotkałem tę nieładną dziewczynę.
Kręciła się po opuszczonym wesołym miasteczku, ale tak ją
nastraszyłem, że więcej nie pokaże mi się na oczy. "
Padłam na kuchenne krzesło. Nagle tak mocno zatęskniłam za ojcem,
że aż mnie wszystko rozbolało. Nie rozmawiałam z nim od tygodnia.
Wiedziałam od mamy, że ukradziono mu komórkę i kupił sobie nową.
Ale nie znałyśmy nowego numeru. Zespół muzyczny ojca był w trasie,
gdzie na Północy. Wiedziałam, że siedzą długo w jednym miejscu.
Poczułam, że nie wytrzymam bez niego już ani chwili dłużej. Musiałam
usłyszeć jego głos. Wybieranie jego starego numeru było i tak lepsze od
bezczynności. Choćby po to, żeby się uspokoić.
Wybrałam ten numer drżącym palcami. Może złodziej odbierze telefon
i powiem mu, co o nim myślę. Przeczekałam cztery dzwonki i szykowałam
się już, żeby się nagrać na skrzynkę głosową, gdy nagle ktoś odebrał
telefon i usłyszałam strzęp jakiejś rozmowy.
- Zaraz, tylko odbiorę ... Halo?
Telefon omal nie wypadł mi z rak.
- Tato? - przepełniło mnie szczęście.
- Rose, kochanie ...
- Odzyskałeś telefon! Jak dobrze słyszeć twój głos, tato! Gdzie jesteś?
- Niedaleko Leeds - odpowiedział. - Telefon wrócił do mnie dziś rano.
Przepraszam cię, Rose, ale mamy teraz próbę. zadzwonię wieczorem,
dobrze?
I rozłączył się.
Powoli odłożyłam telefon. Chwilę wpatrywałam się w niego bez ruchu,
jakbym czekała na to, że jeszcze się odezwie.
Westchnęłam ciężko. Usiadłam na najniższym stopniu schodów, starając
się nie czuć bólu. Próba to zwykła rzecz, przecież ojciec nie mógł grać
bez prób.
Kiedyś powiedział mi, że jeśli ktoś ma prawdziwą pasję, taką, jaką dla
niego jest muzyka, to może zatracić się w niej i zapomnieć o całej
nudnej codzienności swojego życia. To coś takiego jak latanie, powiedział.
Kiedy to usłyszałam, chciało mi się śmiać, ale poczułam też zazdrość.
Jakbym zazdrościła mu, że ma muzykę, a muzyce, że ma jego.
Telefon zadzwonił bardzo późno.
Usłyszałam ściszony głos mamy. Wyczołgałam się z łóżka i zakradłam
na podest.
- Nie dzwonisz do niej przez cały tydzień, a potem chcesz ją budzić
w nocy? Zastanów się, Steve.
Pauza.
- No cóż, jeśli o to chodzi, możesz mieć pretensje tylko do siebie.
Zaczęłam już schodzić po schodach, a mama odwróciła się w moją
stronę, ściągając brwi.
- No dobrze. ona już tu jest. Więc porozmawiaj z nią, skoro i tak
wstała z łóżka.
I wręczyła mi słuchawkę.
- Tylko żeby to nie trwało godzinę. - I poszła na górę, do swojego pokoju.
Byłam zdecydowana rozmawiać z ojcem chłodno i trzymać go na dystans,
dać mu nauczkę za to, że mnie opuścił. Ale gdy tylko usłyszałam jego głos,
mój pancerz pękł.
- Jak się ma moje maleństwo? - jego głos był miękki i ciepły.
- Tata! - zawołałam. Zawsze udawałam, że nie lubię, kiedy nazywa mnie
maleństwem, ale teraz poczułam się tak, jakby mnie mocno przytulił.
- Przeprasza, że tak późno dzwonię, misiaczku - powiedział - ale wcześniej
naprawdę nie mogłem. Jak ci się żyje w Stanrford?
- Okropnie - powiedziałam i westchnęłam ciężko. - Szkoda, że cię tu
nie ma. Kiedy przyjedziesz?
- Sprawy trochę się skomplikowały, Rose. Wiesz, między mamą i mną.
A i teraz jestem w trasie, więc nie mogę ci na razie nic obiecać.
- Ale chyba zjawisz się na Boże Narodzenie? - spytałam. Mój głos
zabrzmiał jakoś dziecinnie, nie byłam z tego zadowolona, ale nic nie
mogłam zrobić.
Nastąpiła pauza tak długo, że żołądek zdążył mi podejść aż do gardła.
- Będziemy musieli o tym porozmawiać. Ktoś zaproponował nam koncert
w Szkocji w samą Wigilię. Bardzo dobrze płacą, a ja teraz nie mogę sobie
pozwolić na odrzucenie takiej oferty. Ale pierwszy dzień świąt postaram
się jakoś do ciebie dotrzeć. Albo w drugi? Zgoda, Rose?
Nie mogłam wykrztusić ani słowa. Dławiłam się tylko i pociągałam nosem
- Kochanie, tylko nie płacz. Nie zniosę tego. Proszę! Moja mała
dziewczynka ... . Tęsknię za tobą codziennie, w każdej minucie. Kiedy
się pozbieram, przyjadę do ciebie, obiecuję. Wybierzemy się w jakieś
fajne miejsce, tylko my dwoje. Będzie jak dawniej. a tymczasem musisz
się trzymać. Żadnych łez, i marsz do łóżka. Chyba nie chcesz jutro
wyglądać jak Żaba Kermit po nocy spędzonej pod drzwiami?
Czknęłam cicho i roześmiałam się prawie jednocześnie.
- Dobra dziewczynka. Bądź dzielna. Postaraj się dla mnie. Wyśpij się.
Cisza.
- Dobranoc, maleństwo.
I rozłączyłam się.
Od Autorki: To się porobiło. ! - Drama!
Tak wiem rozdział zawaliłam. Przepraszam. !
Przepraszam za błędy. ! Dziękuję Wam za to że czytacie moje wypociny
i komentujecie je. ! Następny rozdział pojawi się w środę. :D
Zwiastun do bloga pojawi się jutro. !
Pozdrawiam!. Do następnego. !
Boże jaki cudowny rozdział popłakałam się ;)/@justin4ever07
OdpowiedzUsuńŚwietne *-* czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńBoski czekam na nn <33
OdpowiedzUsuńPo prostu brak słów
OdpowiedzUsuń<3333333333333333333333333333
OdpowiedzUsuńPopłakałam się :') Cudowny Misiu :)
OdpowiedzUsuń