środa, 19 marca 2014

Rozdział V cz. 1

Gwiazdka
Przysięgłabym, że potem nie zmrużyłam oka aż do rana, kiedy 
mama weszła do mojego pokoju. wtulona twarzą w poduszkę
otworzyłam jedno oko. Popatrzyła na mnie i dotknęła moich 
włosów. 
- Dziś kończę wcześniej, więc mogłabyś przyjść po mnie do 
pracy - powiedziała. - Zjemy obiad w mieście, a potem wybierzemy 
się na zakupy. Zgoda?
- Topsze.
  Chciałam powiedzieć : tak, mamo, to fajny pomysł. Ale byłam strasznie
zmęczona. "Topsze" było wszystkim, co mogłam z siebie wydobyć
z nosem w poduszce.
Uśmiechnęła się.
- No to spotkamy się o dwunastej przed ratuszem.
  W budynku ratusza mieściła się jej przychodnia. Mama pochyliła się,
żeby mnie pocałować, ale zawahała się, nie wiem czemu, i tylko
dotknęła moich włosów. Po czym wyszła.
Może dlatego, że nie umyłam zębów?
Ale może z innego powodu ... . Ostatnio, kiedy chciała mi okazać 
trochę czułości ... . 
To było w dniu przeprowadzki. Mama weszła do mnie i zobaczyła, 
że chlipię. chciałam po raz ostatni popatrzeć na swój pokój. 
Kiedy wynoszono łóżko, znalazłam za nim starą fotografię. Byli
na niej mama z ojcem i ja jako niemowlę. Wydali się tacy 
szczęśliwi. No i kiedy mama weszła do mojego pokoju, zobaczyła
w moich rękach  to zdjęcie. Chciała wziąć mnie w ramiona, ale 
odsunęłam się, mówiąc:
- Szkoda czasu, jedźmy już.
Poczułam to wspomnieni, przewróciłam się na drugi bok i spałam 
dalej. Spałam aż do dziesiątej. A kiedy wreszcie wstałam, byłam 
kompletnie nieprzytomna. Wciągnęłam na siebie ciepłe rzeczy,
umyłam zęby w lodowatej łazience, w której kurek się nie dokręcał
i woda kapała z niego przez cały czas. 
Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam po wyjściu z domu, był duży
osobowy van zaparkowany przed domem pni Swift. Czyżby
postanowiła za oszczędności całego życia wynająć kogoś, kto 
będzie bez oporu słuchał jej gadania?
A drugą rzeczą było słońce. Słońce naprawdę wyszło zza chmur!
I całe Stanford wyglądało w jego promieniach o wiele lepiej. 
Idąc w stronę centrum miasteczka, czułam jak moje myśli 
szybują swobodnie w przestrzeni, lekkie i coraz bardziej beztroskie,
jak balony napełnione ogrzanym powietrzem.
Ale to uczucie szybko mnie opuściło. Witryny sklepów były pełne
świątecznych dekoracji, a każde drzewo ozdobione było sznurami
czarodziejskich małych lampek.
Nie zrozumcie mnie źle. Zawsze lubiłam święta. Co roku mieliśmy 
w domu prawdziwa choinkę i ubieraliśmy ją wszyscy razem.
Włączyliśmy naszą, płytę z kolędami i ojciec podśpiewywał do
wtóru, a czasem mama także. Ale nie zawsze było tak wspaniale.
W zeszłym roku pokłócili się o to, że ozdoby choinkowe nie zostały
zapakowane jak należy. Obwiniali się nawzajem o stłuczone bombki
leżące na dnie pudełka, bo mama rozcięła sobie palec kawałkiem szkła.
Ale to jeszcze nie było najgorsze. Najgorsze miało przyjść dopiero teraz. 
Usiądziemy z mamą do świątecznego indyka same. 
Starałam się w ogóle nie myśleć o świętach . Ale nie było to takie łatwe,bo
wszędzie roiło się od obciachowych Świętych Mikołajów i srebrnych 
dzwoneczków. Opuściłam głowę i mijając tych, którzy wyszli na 
świąteczne zakupy, o tej porze jeszcze nielicznych, skierowałam się 
w stronę ratusza.
Spojrzałam na ratusz. Miał ściany z jasnego kamienia, szerokie zewnętrzne
schody i kolumnę. Zatrzymałam się. Obserwowałam wchodzących i 
wychodzących ludzi, a z moich ust wylatywały obłoczki pary. 
Mama pojawiła się po paru minutach. Razem z nią wychodziła z ratusza
grupka mężczyzn. Jeden z nich był wysoki, opalony, ostrzyżony bardzo 
krótko. Nosił ubranie jaśniejsze niż pozostali i kolorowy krawat. 
Obok niego, rozmawiając przez telefon komórkowy, szedł osiłek. 
Ten opalony przepuścił mamę w drzwiach. Zamienili parę słów i 
roześmiali się. Potem minął mnie, oddalając się razem z kolegami. Ale
jeszcze pomachał jej na pożegnanie. Mama zawiązała sobie szalik na szyi.
Kiedy spojrzała na mnie, nie była już tak uśmiechnięta. 
- Cześć. Długo czekałaś? 
- Kto to był? - spytałam. Mrugnęła porozumiewawczo, a potem spojrzała 
na ślad za nim z taką miną, że wszystko było już jasne.
- Kto taki? Ach, tak. to pan Paxton, miejscowy przedsiębiorca, 
zaangażowany w projekt budowy przytani. Miły człowiek.
Od Autorki: Przepraszam, że tak zanudzam!
Ten rozdział jest meega nudny to chyba przez te problemy i sprzeczki
z rodzicami. Oni po prostu odbierają mi chęć życia. :(
Naprawdę bardzo Was przepraszam ! :(
Przepraszam, że rozdział jest tak krótki ! :(
Rozdział V cz. 2 pojawi się w sobotę. <3
Jeszcze raz bardzo Was przepraszam :(
Czytasz = Komentujesz <3







1 komentarz:

Szablon by Selly