niedziela, 4 maja 2014

Rozdział XIV

Proszę mi pomóc!
- Justin!
Zakryłam twarz dłońmi, bo nie mogłam na to patrzeć. Ale nigdy nie zapomnę
odgłosu, z jakim spadł na ziemię. Otworzyłam oczy i podbiegłam do niego. Był
do mnie odwrócony plecami, leżał na brzuchu, a jego ręka ułożyła się pod jakimś 
dziwnym kątem. Wydawał się zupełnie nieruchomy.Uklękłam przy nim, a głośny
szloch wstrząsał całym moim ciałem. Justin otworzył oczy, ale spojrzenie miał
szkliste, a policzek pozostawał przyciśnięty do ziemi.
- Wszystko będzie dobrze, Justin! - wyłam. - Idę po pomoc! Tylko się nie ruszaj!
Zdjęłam kurtkę i przykryłam nią jego ramiona. Pochyliłam się, żeby pocałować go
w zimny, brudny policzek. A potem puściłam się biegiem, szybszym niż
kiedykolwiek w życiu, ku kołowrotowi przy wyjściu. Na drodze nie było nikogo
oprócz kobiety pchającej wózek dziecięcy. Kiedy do niej podbiegłam, obrzuciła
mnie przestraszonym spojrzeniem.
- Proszę mi pomóc! - wołałam. Tam leży mój przyjaciel! Miał wypadek!
Zatrzymała wózek i dziecko zaczęło płakać.
- Gdzie?
- Tam! - wskazałam ręką teren wesołego miasteczka. Kobieta wyjęła z kieszeni
różowy telefon. Wybierając numer, nie odrywała ode mnie przenikliwego
spojrzenia.
- Zaraz przyjadą - powiedział, rozłączywszy się. Dotknęła mojego ramienia.-
Musisz tu chyba zostać. Tam jest zbyt niebezpiecznie.
 Zawiesiłam głowę i płakałam cicho, nie wiedząc, czy zdołają uratować Justin'a
i czy on w ogóle jeszcze żyje.
Żółto - zielony ambulans na sygnale przyjechał niemal natychmiast i zahamował
obok nas, otwierając drzwi. Z głębi pojazdu dobiegał szum i trzaski z radia, przez
które odzywała się dyspozytornia. Wyskoczyli z niego kobieta i mężczyzna w
strojach ratowników medycznych.
- Gdzie jest poszkodowany? - spytała kobieta.
- Tam! - wskazałam kierunek. Ratownicy wymienili spojrzenia. Patrzyli na mnie
jakoś inaczej niż przedtem. Jakby zakwalifikowali mnie do kategorii
wpółsprawczyń  aktów wandalizmu.
- Trudno będzie wnieść tam cały sprzęt - powiedziała kobieta. - Zaprowadź nas
do poszkodowanego i na miejscu zorientujemy się, czego potrzeba.
Kiwnęłam głową żałośnie i przeprowadziłam ratowników przez kołowrót,
kasując bilety w maszynce.
- A właściwie po co wchodziłaś na ten teren? - spytała, ale niezbyt ostro, gdy
pędziliśmy w stronę diabelskiego młyna, mijając kolejne budy i ich ogrodzenia.-
Nie widziałaś tych napisów: Wstęp wzbroniony?
 Zamiast odpowiedzieć pochlipywałam cicho.
- Powiedz mi, co się właściwie stało? - odezwała się.
- Mój przyjaciel - zaczęłam - wdrapał się na diabelski młyn. I zeskoczył!
- Jest przytomny?
- Nie wiem. Leży na ziemi. To tu niedaleko.
Podeszliśmy do kas karuzeli.
- Tam, po drugiej stronie.
Słowa uwięzły mi w gardle.
- Gdzie? - spytała ratowniczka.
Podbiegłam do tego miejsca i zobaczyłam swoją kurtkę przewieszoną przez
dolną poręcz podestu. Otworzyłam i zamknęłam usta kilka razy.
- Ale gdzie ... gdzie - biegałam w kółko nie pojmując, co się z nim stało. -
Justin! Gdzie jesteś?! Potrzebujesz pomocy!
Ratownik zaczął coś mówić do dyspozytora przez radio.
- Jesteś pewna, że coś mu się stało? - spytała ratowniczka. Słowa zabrzmiały
szorstko, ale jej spojrzenie trochę złagodniało. - Powinnaś wiedzieć, ze kiedy
wzywa się nas bez powodu. to ktoś, kto na prawdę potrzebuje pomocy,
może się jej nie doczekać.
- Przepraszam! - płakałam. - On tu leżał! Naprawdę!
- Posłuchaj .. Jeśli zdołał wstać i odejść, to jestem pewna, że nie stało mu się
nic złego. Może jest w lekkim szoku .. Przekażę informację do ambulansu,
na wypadek, gdyby się tam pojawił. Choć sądzę raczej, że wszystko jest
w porządku.
Mówiła dalej, ale ja już przestałam słuchać. Tu się nic nie trzymało kupy.
Wyszliśmy przez bramkę i wybąkałam jeszcze jedne przeprosiny, a potem
szybko odeszłam.
Przez całą drogę do domu rozbrzmiewał w moich uszach szum radia z karetki.

Od Autorki:  Jak myślicie co się stało z Justin'em?
Przepraszam Was za to, że rozdział nie pojawił się na czas. :/
Chciałabym się Wam wytłumaczyć ale już tyle razy to robiłam,
że raczej nie chcielibyście tego słuchać.
Chcę tylko powiedzieć, że ten rozdział nie pojawił się w tym terminie
co ustaliłam i Wam napisałam gdyż mam problemy rodzinne.
Z moim dziadkiem jest coraz gorzej. Wiek, wiekiem bo ma już
83 lata. Ale on nie poznaje już ani mnie, ani rodziców.
Ostatnio powiedział mi takie słowa: "Chcę już umrzeć! Jestem stary
i do niczego nie potrzebny. Mam nadzieję, że beze mnie będzie wam lepiej".
Więc przepraszam Was jeszcze raz ale po prostu całą sobotę spędziłam
z nim, aby być przy nim jak najdłużej. :/
Rozdział XV powinien pojawić się w środę.
Z góry Was przepraszam jeżeli kolejny rozdział nie pojawi się na czas.
Ale pewnie sami rozumiecie.
Rozdział nie jest długi z powodu braku czasu. :/
W ankiecie deklaruje się 27 osób które czytają mojego bloga a komentarzy
jest zaledwie 8/9. Trochę przykro. :((
Czytasz=Komentujesz= Motywujesz <3 




9 komentarzy:

  1. O jej jest wspaniały ! <3
    Czekam na następny <33 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!! czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest super <3 czekam na następny a Ty nie przejmuj się, że nie pojawił się na czas Dziadek jest ważniejszy! <3 Trzymaj się Myszko :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne, jak kazdy ♥ *-* Kocham czytać tego bloga ;* A ty sie nie przejmuj wszystko będzie dobrze <3 Trzymaj się kochana :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest świetny. Pomodlę się o zdrowie dla twojego dziadka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj sie :* rozdział świetny :**

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawaj dalej, ciekawi mnie jeszcze co będzie gdy pójdzie do szkoły? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloga <3<3<3<3<KOCHAM .
      ale czy te rozdziały nie mogły by być częściej? :3

      Usuń

Szablon by Selly