Cudowny pocałunek
Kiedy dotarłam do wesołego miasteczka, zatkało mnie na widok sytuacji, którą
zobaczyłam za płotem.
Niektóre urządzenia zostały już zdemontowane i usunięte, zostały po nich tylko
łyse miejsca na ziemi. Diabelski młyn jeszcze górował nad całym terenem,
tunel strachu też był na razie na swoim miejscu, a naprzeciw niego stały
rzędem te same co przedtem budy. Ale jeśli wcześniej panował tu nastrój
opuszczenia, teraz zamienił się on w rozpaczliwy smutek, który sączył się na
zewnątrz między sztachetami ogrodzenia.
Nie było Justin'a. Wyczułam to z miejsca. Może pomyślał, że już nie przyjdę,
i wyniósł się gdzieś indziej? Stałam przed wejściem i nie wiedziałam, co robić.
Chciało mi się płakać. Choć księżyc świecić jasno i miałam przy sobie latarkę,
myśl, że musiałabym tam wejść zupełnie sama, przerażała mnie. Westchnęłam.
Pójdę szukać Justin'a, nawet gdyby miało mnie to kosztować życie,
zdecydowałam. Drżącą ręką włożyłam bilet do kasownika przy kołowrocie.
Gdy byłam już w środku, rozejrzałam się i znowu zadrżałam.
Kontury zabudowań i urządzeń ostro "odcinały" się od wieczornego nieba
w mroźnym powietrzu, a na ziemi "kładły" się długie cienie. Niebo było
usiane gwiazdami gęściej niż kiedykolwiek w Londynie. Z trudem
przełknęłam ślinę i ruszyłam w głąb wesołego miasteczka.
- Justin... - zawołałam ostrożnie, nie bardzo głośno.
Bo obawiałam się, że gdybym odezwała się na cały głos, stałoby się coś
złego. Nie było odpowiedzi. Tylko z daleka szumiało morze.
Krążyłam tam i z powrotem. Nie było go w żadnym z miejsc, w których
go wcześniej spotykałam. Nie wiedziałam, gdzie się teraz podziać. Było
już za późno, żeby się pokazać u Abbie. Ale za wcześnie na powrót do
domu. Umówiłam się z mamą, że przyjdę o dziesiątej.
A była dopiero ósma.
Miałam duszę na ramieniu. Nie mogłam iść do domu, ale bałam się chodzić
sama po wesołym miasteczku. Zdecydowałam, że pójdę w stronę wyjścia,
ale nagle zauważyłam, że zmierzam w przeciwnym kierunku. Nie wiedzieć
czemu, zachciałam spojrzeć jeszcze raz na zdjęcia Pattie. Może dlatego, że
były tak pełne życia i kolorów, gdy tutaj wszystko wokół wydawało się
martwe? A może po prostu dlatego, że oglądałam je razem z Justin'em.
Drzwi budki z biletami były otwarte, tak jak je zostawiliśmy. Weszłam do
środka, ostrożnie omijając ogromne pajęczyny. Spojrzałam na ścianę.
Uśmiechnęłam się na widok ślicznej fotografii małego Justin'a. A potem
zauważyłam jeszcze jedno zdjęcie. To zdjęcie musiałam przeoczyć, kiedy
tu byłam za pierwszym razem.
Wydawało się zrobione niedawno. Wiatr rozwiewał mu włosy. Miał na nim
taką minę, jakby protestował, jakby nie chciał do niego pozować. Ale oczy
mu się śmiały. Dotknęłam jego twarzy. Na tym zdjęciu był jeszcze żywy.
Normalny, ładny chłopak. Na pewno podobał się dziewczynom. Czy
w ogóle spojrzałby na mnie, gdybym go wtedy spotkała?
Nie bez poczucia winy odkleiłam to zdjęcie i schowałam je do kieszeni.
Potem rozejrzałam się znowu. I przypomniało mi się, że jest jedno miejsce,
w którym jeszcze nie szukałam Justin'a.
Tunel Strachu.
Przygryzłam wargę. Trudno mi było się na to odważyć. Naprawdę bałam
się znaleźć tam sama, wieczorem.
Zastanowiłam się. Nazajutrz miała być Wigilia Bożego Narodzenia.
Wiedziałam, że mama nie wróci do pracy przez dobrych parę dni. W
święta nie będzie mi łatwo się wyrwać. A poza tym nie miałam pojęcia,
dokąd Justin się wyprowadzi, kiedy w styczniu rozbiorą wesołe
miasteczko. Na myśl, że nigdy już nie spotkam Justin'a, aż zacisnęłam powieki.
Kiedy je znowu uniosłam, starałam się oddychać spokojnie. Tak, musiałam
przeszukać tunel strachu.
Wyszłam z budki przy ogrodzeniu i z wahaniem popatrzyłam w głąb wesołego
miasteczka. Gdzieś niedaleko pohukiwała sowa. W mroźnym powietrzu mój
oddech od razu zmieniał się w kłęby pary.
Nie bądź głupia, Rose - pomyślałam sobie. Przecież tego tunelu strachu boją
się tylko małe dzieci.
Zmusiłam się, by ruszyć do przodu. Usiłowałam przekonać samą siebie, że to
nic takiego. Ale zanim doszłam na miejsce, opuściła mnie cała odwaga.
Stanęłam przed wejściem, trzęsąc się ze strachu i z zimna, i nie mogłam zrobić
ani kroku dalej. Użyłam całej siły woli, by zajrzeć ostrożnie do środka. Po
lewej stronie zobaczyłam rząd przełączników i przypomniało mi się, jak
Justin przy nich majstrował tamtego dnia, kiedy odbyłam swoją jazdę w
ciemnościach. Odpędziłam wspomnienie przerażającego szeptu, jak
uprzykrzoną muchę, i czułam, że nadmiar adrenaliny już krąży w moich żyłach.
Gdyby udało mi się przynajmniej włączyć światło, byłoby znacznie lepiej.
Z wahaniem przekroczyłam próg i małymi kroczkami posuwałam się przed
siebie, z latarką, która rzucała tylko żałosną smugę białego światła.
W kącie leżała jakaś góra szmat. Kiedy byłam już obok przełączników, ta
góra poruszyła się i coś się zaczęło z niej wygrzebywać.
Krzyknęłam przeraźliwie i szmaty też krzyknęły. Skierowałam światło latarki
w stronę wyjścia. Rzuciłam się do ucieczki.
Justin dogonił mnie po paru sekundach. Potargane włosy sterczały mu na
wszystkie strony, oczy miał szeroko otwarte ze zdziwienia.
- Co tam robiłeś, Justin? - wyłam.
- Spałem! - wydarł się. - Lepiej wytłumacz mi, co ty tam robiłaś?
Patrzyliśmy jedno na drugie, dysząc ciężko, i dosłownie w tej samej chwili
boje wybuchnęliśmy szaleńczym śmiechem. Justin śmiał się z całego serca,
jak jeszcze nigdy dotąd: "He, he, he, he!". Ocierał oczy i trzymał się za
brzuch. Po chwili uspokoiliśmy się i znowu patrzyliśmy na siebie, trochę
zakłopotani.
- Nie mogłam cię nigdzie znaleźć. Myślałam że...
- Nie przypuszczałem, że jeszcze przyjdziesz...
Mówiliśmy jednocześnie, a potem znowu zaczęliśmy się śmiać.
- Ty pierwsza - powiedział Justin.
- Dlaczego śpisz w takim okropnym, zapyziałym miejscu?
- Jak zapewne zauważyłaś, rozmontowali mój luksusowy apartament przy
karuzeli.
Wskazałam głową puste miejsce po śmiejącym się policjancie.
- Tak. Nawet jego już wywieźli.
- Właśnie - spojrzenie Justin'a podążyło w ślad za moim. - Będzie mi brakowało
tego wariata. - I spojrzał na mnie znowu. - Musiałem sobie poszukać nowego
schronienia. Nocą jest tu pusto i trochę nieprzyjemnie.
- Chyba nie boisz się duchów? - spytałam z uśmiechem. Ale Justin się nie
uśmiechnął i od razu pożałowałam, że nie ugryzłam się w język.
Odchrząknął znacząco, zanim znowu się do mnie odezwał. Spojrzenie jego
brązowych oczu było zmęczone, a ja czułam nieodpartą chęć pogłaskania
go po policzku.
- Wiesz co, Rose... - zaczął - Ja...
Ale wtedy chwyciłam go za ramię bo usłyszałam zza drzwi jakiś hałas. To był
znowu ten szept, dochodził z wagonika kolejki, teraz o wiele głośniejszy.
Patrzyliśmy na siebie szeroko otwartymi oczami.
- To samo co wtedy - powiedziałam półgłosem. - Mówiłam ci przecież, że
tam naprawdę coś jest.
Staliśmy jak skamieniali, usiłując zrozumieć ten szept, ale zrozumieć się go
nie dawało. Miałam dziwną pewność, że gdybym tylko mogła rozróżnić
słowa, przestałabym się bać.
- Czasami słyszę to w nocy - powiedział cicho Justin.
Patrzyłam na niego.
- Ostatnio przyszło mi do głowy, że to Pattie - dorzucił. - Że może chce
mi coś ważnego powiedzieć. - Westchnął. - Ale nawet gdyby tak było ...
jakoś jej się nie udaje. I zresztą nie rozumiem, dlaczego miałaby
szeptać akurat tutaj.
- Ja też tego nie rozumiem - powiedziałam. drżąc. - Chodźmy stąd.
Justin odprowadził mnie do wyjścia.
- Nie wygląda na to, żebyśmy do czegoś doszli - zauważyłam.
- Chyba nie - odpowiedział.
Zatrzymaliśmy się przy kołowrocie.
- Justin muszę ci powiedzieć, że jutro jest Wigilia Bożego Narodzenia,
a moja mama ma w pracy wolne. Nie mogę ci obiecać, że przyjdę do
ciebie w ciągu najbliższych dni.
- Aha - powiedział obojętnie. - W porządku.
- Nic na to nie poradzę, że akurat są święta.
Uśmiechnął się z przymusem.
- Wiem. Ale.. kiedy cię widzę, to mi pomaga utrzymać się w formie.
Byłam tak przejęta tym wyznaniem, że odpowiedziałam bez namysłu.
- Przyjdę, kiedy tylko będzie to możliwe, obiecuję. Ja też potrzebuję
twojego widoku.
Wszystko we mnie zmiękło i oczy napełniły się łzami.
- No dobra, idź do domu, Rosallie! - powiedział Justin. Roześmiałam się
nerwowo.
- Mówiłam ci, że masz mnie tak nie nazywać.
Udałam, że chcę dam mu w ucho, ale złapał mnie za rękę i nie puszczał.
Oboje napięliśmy mięśnie i nasze palce splotły się ciasno. Chciałam
otrzeć oczy drugą ręką, ale Justin nagle znalazł się bardzo blisko.
Poczułam na policzku delikatne muśnięcie jego palców i dreszcz przeleciał
mi po karku.
Jego twarz była tuż przy mojej. Widziałam z bliska jego długie rzęsy. Powieki
miał przymknięte, a jego zimne usta dotknęły moich.
Nie był to pierwszy raz, kiedy całowałam się z chłopakiem. Ani nawet drugi.
Ale te wcześniejsze pocałunki były zbyt wilgotne, zbyt natarczywe, i nie
sprawiały mi przyjemności. A teraz ... było zupełnie inaczej. Nasze usta
pasowały do siebie idealnie. Daję słowo, że to było tak, jakby nieszczęście,
opuszczało wesołe miasteczko, gdzieś odpłynęło i zawirowało wokół nas
tamto dawne pełne życia, śmiechu , kolorów i muzyki. I przez chwilę,
mimo całego zła, które się wydarzyło, to miejsce wydawało się znowu
szczęśliwe.
Kiedy w końcu nasze usta się rozłączyły, Justin objął mnie mocno, a ja
mocno wtuliłam się w niego, żałując, ze nie można zatrzymać tej chwili
na zawsze.
- Wesołych Świąt, Rose - szepnął.
- Wesołych Świat, Justin.
Od Autorki: Taak! - Nareszcie <33
Rozdział tak jak obiecałam jest!.
Następny rozdział miał pojawić się w sobotę. ...
Ale z powodu śmierci mojego dziadka... nie będzie to możliwe :(
Dziękuję Wszystkim ... którzy pod poprzednimi rozdziałami
mnie wspierali.... I modlili się za Niego!... - bardzo Wam ... dziękuje!
Jeżeli to czytasz - z komentuj. ! :)
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz <3
Od Autorki: Taak! - Nareszcie <33
Rozdział tak jak obiecałam jest!.
Następny rozdział miał pojawić się w sobotę. ...
Ale z powodu śmierci mojego dziadka... nie będzie to możliwe :(
Dziękuję Wszystkim ... którzy pod poprzednimi rozdziałami
mnie wspierali.... I modlili się za Niego!... - bardzo Wam ... dziękuje!
Jeżeli to czytasz - z komentuj. ! :)
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz <3
Przykro mi :( Cudowny blog <3
OdpowiedzUsuńMeeega <3
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro z powodu dziadka [*]
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału, i ogólnie bloga, jest wspaniały! Nigdy jeszcze nie czytałam czegoś takiego, bardzo podoba mi się tematyka oraz to, jak piszesz. Naprawdę świetnie się to czyta i... Nie mogę doczekać się kolejnego! :*
Pozdrawiam
[SPAM]
OdpowiedzUsuńGadżety dla Fanów!
www.fan-strefa.blog.pl <------- wejdź, a nie pożałujesz.
przykro mi z powodu dziadka :( trzymaj się kochana,jesteśmy z tb! :* co do rozdziału... jest cudny! twój blog jest inny od wszystkich... ta tematyka bardzo przypadła mi do gustu <3 nie moge się doczekac następnego!
OdpowiedzUsuńPrzykro mi z powodu dziadka.
OdpowiedzUsuńJesteśmy z Tobą.
Trzymaj się. ♥
Jeśli chodzi o rozdział jest cudny.
Pierwszy raz czytam ff o takiej tematyce.
@AyeAyeeJustin
3maj się misia ♥ Wszyscy jesteśmy z Tobą ♥ Co to opowiadania cudowne ♥ *-*
OdpowiedzUsuń3maj się [*] super blog czytam każdy rozdział
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest cudowne, takie... inne(?) Nie wiem jak to ująć, ale ten ff to mój #1. Jest oryginalne. :-))
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wszystkie rozdziały i jestem pełna podziwu, jedne wielkie wow *.* Kochanie masz wielki talent nie zmarnuj go! Musisz napisać książkę! Jak skończysz tego bloga, przenieś to na papier i wydaj, ja na pewno kupię tę książkę ;) No po prostu nie wiem co mam powiedzieć. Zakochałam się w tym opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńNigdy a to przenigdy nie zawieszaj, nie zakańczaj, nie usuwaj tego co tu piszesz.
Jak czytałam to jarałam się z każdego rozdziału a jak zobaczyłam, że nie ma następnego to aż krzyknęłam z rozpaczy, serio xd
Na prawdę nie wiem czemu, ale chciało mi się płakać jak czytałam ten rozdział. Ta myśl, że oni nigdy nie będą razem ponieważ on jest duchem mnie przeraża. Nigdy nie czytałam takiego bloga, owszem o demonie tak ale nie o duchu. I muszę przyznać ci, że momentami się bałam xd
Rozdział niesamowity, wspaniały, zajebisty misiu ♥
Czekam z niecierpliwością na następny ♥ ♥ ♥
Trzymaj się :)
~heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
<3333333333333333333333333
OdpowiedzUsuń