Wesołych Świąt!
- A tu mam dla ciebie coś specjalnego, moja mała.
Ojciec sięgnął pod poduszkę leżącą na kanapie i wręczył mi pudełko
zapakowane w lśniący papier. Mama rzuciła mu ostre spojrzenie, ale jego
błyszczące oczy patrzyły na mnie. Przyjechał do nas na Wigilię późnym
wieczorem. Pilnowałam się, żeby nie zasnąć, ale o wpół do dwunastej oczy
zamknęły mi się same. Oprzytomniłam dopiero na dźwięk głosów
dobiegających z salonu.
- Po prostu nie mogę w to uwierzyć, że wylądowałeś w pubie akurat, kiedy
miałeś do niej przyjechać - głos mamy terkotał jak karabin maszynowy.
A głos ojca był aksamitny niczym gorąca czekolada.
- Byłem w podróży od rana - powiedział. - A poza tym musiałem dodać
sobie odwagi, jeśli już chcesz wiedzieć. Wstąpiłem tylko na jednego.
- Ona czekała na ciebie przez cały wieczór, ale przecież to dziecko. Teraz
już śpi. Zobaczysz ją jutro.
- Tato!
Zbiegłam po schodkach i rzuciłam się w jego szeroko otwarte ramiona. Jego
stara skórzana kurtka pachniała papierosami i nim. Przytulał mnie bez
końca, opierając podbródek na czubku mojej głowy.
A potem odsunął mnie i przyjrzał mi się z uwagą. I oboje
uśmiechnęliśmy się od ucha do ucha.
Włosy zapuścił jeszcze dłuższe, a w szorstkim zaroście pojawiły się
srebrne nitki. wyglądał niby tak jak zawsze, ale jednak jakoś inaczej..
Jego oddech pachniał piwem, a białka oczu były z lekka
zaczerwienione.
- Przepraszam, że przyjechałem tak późno - powiedział. - Nie
chciałem cię obudzić. Wyglądasz tak dorośle... Widać, że morskie
powietrze dobrze ci służy!
Chciałam coś powiedzieć, ale ku swojemu przerażeniu nie mogłam
wykrztusić ani słowa. Więc tylko wtuliłam się w niego i płakałam, kryjąc twarz
pod jego marynarką.
Ojciec przycisnął mnie do siebie.
- Cicho! - powtarzał. - Cicho! Co to ma znaczyć?
Chciałam mu opowiedzieć o wszystkim. O tym, jak tu jest okropnie.
I o Justin'ie. I jak bardzo się boję nowej szkoły. Ale ani jedno słowo
nie przeszło mi przez gardło.
W końcu wtrąciła się mama, wysyłając mnie do łóżka.
...
Nazajutrz rano obudziłam się po raz pierwszy w tym roku uszczęśliwiona
z powodu świąt.
Zauważyłam, że ojciec spał na kanapie. Kiedy zeszłam na dół, właśnie stał
przed domem i palił papierosa. Odwrócił się do mnie i pomachał mi przez
kuchenne okno. Jego twarz wyrażała stanowczość, ale też
smutek,żal - za to mama miała podpuchnięte oczy. Ale odtwarzać gał
kolędy, i nawet to idiotyczne drzewko nie wyglądało tak źle, kiedy do niego
podeszłam, żeby poszukać prezentów.
Mama kupiła dla ojca jakieś drobiazgi: parę skarpetek i pachnący żel
do kąpieli, który najbardziej lubił. Ale kiedy odpakowała prezent od
niego - miękki szal naszywany perełkami, który wyglądał na bardzo
drogi - położyła go sobie na kolanach i patrzyła na niego przez dłuższą
chwilę, głaszcząc go jak kota. I podziękowała ojcu trochę sztywno,
unikając jego spojrzenia.
I własnie wtedy powiedział mi że ma dla mnie coś specjalnego.
Ostrożnie odwinęłam papier. Wewnątrz było pudełko z przezroczystym
plastikowym wieczkiem, przez który mogłam zobaczyć lśniącego
błękitnego, prześlicznego, nowiutkiego iPoda.
- Tato! - zawołałam, rzucając mu się na szyję.
- Tylko musisz mi obiecać - zachichotał - że nie będziesz ściągała
żadnych śmieci. Bo jak znowu przyjadę to mogę sprawdzić, co na nim masz.
Mama wstała nagle z fotela i wyszła. Ojciec patrzył za nią. Z kuchni
dobiegł hałas, jakby ktoś stukał garnkami. Więc westchnął ciężko
i wstał. Zanim poszedł do kuchni, mrugnął do mnie porozumiewawczo.
Z początku rozmawiali po cichu, zamknąwszy za sobą drzwi. Włączyłam
telewizor i starałam się nie zwracać na nich uwagi. Jadłam czekoladki
i głaskałam swojego iPoda. Mama była chyba po prostu zazdrosna
o tego iPoda, ale mój brzuch był zimny i napięty, jak zawsze kiedy się
kłócili, i wydawało mi się, że czekoladki mają smak trocin. Już po
chwili zaczęli na siebie krzyczeć.
Fragmenty ich kłótni sączyły się z kuchni do pokoju, jak nieznośny
zapach przypalonej potrawy. Słyszałam głównie mamę:
- Nie przysłałeś nam złamanego pensa, odkąd wyjechałyśmy z Londynu,
a przepuszczasz pieniądze na kosztowne prezenty? I kiedy wreszcie
powiesz jej o wszystkim, Steve? Na razie o wszytko obwinia mnie. Mam
już tego dość!
Zmusiłam się, żeby wstać sprzed telewizora. Poszłam do kuchni, jak na
ścięcie. Wcale nie miałam ochoty tam iść. Ale wiedziałam, że muszę.
Kidy tylko otworzyłam drzwi, mama i ojciec od razu przestali się
kłócić. Patrzyli na mnie jak para oszołomionych ryb.
- O czym masz mi powiedzieć, tato? - spytałam, a ojciec rzucił mamie
wściekłe spojrzenie.
- Widzisz, co zrobiłaś? - syknął. Ale ona wyzywająco podniosła głowę.
- Twoje dziecko ma prawo wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi -
powiedziała drżącym głosem.
Poczułam, że kolana ugięły się pode mną, więc usiadłam. Ojciec obrócił
swoje krzesło jednym lekkim ruchem. Jego twarz przybrała wyraz obawy
pomieszanej z poczuciem winy.
- Rose - odezwał się. - Chodzi o to, że twoja mama i ja nie jesteśmy już
razem. Od dawna.
- Po prostu powiedz jej prawdę - powiedziała mama "bezbarwnym" głosem.
- Do tego właśnie zmierzam! - odparował ostro, a mama odwróciła się
i stanęła przy zlewie.
- Kiedyś wyjechałem w trasę i poznałem .... kogoś innego.
Zerwałam się na równe nogi, ze zgrzytem odsuwając krzesło.
- Nie, nie! Nie chcę o tym nawet słyszeć! - zawołałam, zatykając uszy.
Usiłowałam uciec, ale ojciec złapał mnie za rękę.
- Kochanie, to nie znaczy, że już mi na tobie nie zależy. Ale świat się
zmienia. Ludzie się zmieniają. Związki przestają istnieć. I powstają nowe.
Wyrwałam rękę i wybiegłam.
- Ale to się zdarzyło w momencie, kiedy i tak już byliśmy sobie obcy! -
zawołał za mną. Wbiegłam na schody, dalej zatykając uszy.
A potem usłyszałam, jak trzasnęły drzwi. Z takim impetem, że cały dom
się zatrząsł.
...
Nie muszę chyba mówić, że dla mnie to było najgorsze Boże Narodzenie
od początku świata.
Ojciec w końcu wrócił, bardzo zakłopotany, ale dałam mu jasno do
zrozumienia, że nie chcę więcej rozmawiać na ten temat. Jedliśmy
świątecznego indyka i oglądaliśmy telewizję w zupełnym milczeniu.
Ojciec chciał ściągnąć jakieś aplikacje na mojego iPoda, ale kiedy
dowiedział się, że nie mamy internetu, mina mu zrzedła. I zaczął
nerwowo kopać nogę stołu, myśląc, że tego nie widzę.
Jedną rzeczą, dzięki której zdołałam jakoś przetrwać święta, były
myśli o Justin'ie. w kółko i na okrągło wspominałam pożegnalny
pocałunek. Byłam jak zamknięta w więzieniu. Chciałabym się wymknąć
i pobiec do niego, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Więc starałam
się przetrwać ten niesłychanie długi dzień, a kiedy przyszedł wieczór,
położyłam się do łóżka szczęśliwa, że mam to już za sobą. Atmosfera w
naszym domu była okropna i tylko kiedy zamykałam się w swoim
pokoju, mogłam normalnie oddychać.
...
Kiedy rano przewróciłam się na drugi bok, wyczułam w domu pustkę
i zrozumiałam, że ojciec już wyjechał.
Zbiegłam na dół. Mama siedziała w szlafroku przy stole, a przed nią stał
kubek gorącej kawy. Była rozczochrana i miała czerwone oczy.
- Gdzie jest ojciec? - spytałam, a moje słowa wydały mi się zaraz za
głośne jak na tę maleńką kuchnię. Z bladym uśmiechem przysunęła
do mnie list, który leżał na blacie.
- Musiał wcześnie wyjechać. To zostawił dla ciebie - urwała na chwilę. -
Posłuchaj, kochanie ...
Nie słuchałam. Pochwyciłam kopertę, na której było napisane "Rose".
Rozpoznałam nierówne pismo ojca. Ze ściśniętym gardłem otworzyłam
kopertę.
Rose,
przepraszam, że nie mogłem poczekać na ciebie dziś rano. W drugi
dzień świąt odjeżdża stąd tylko jeden pociąg. Tak mi przykro
w związku z tym, o czym powiedziałem ci wczoraj. I żałuję, że
kłóciliśmy się z mamą w twojej obecności. Chciałbym, żebyś
wiedziała, że trudne sprawy między nami nie mają nic wspólnego
z tobą. Oboje bardzo Cię Kochamy. Postaram się przyjechać
do ciebie w styczniu, a kiedy urządzę się jakoś w Newcastle,
zaproszę cię do siebie. Jestem pewien, że kiedy poznasz Sarę,
polubicie się.
Trzymaj się, moja mała i pamiętaj o swoim ojcu, który nie jest
aniołem, ale kocha cię bardzo, tak jak dawnej.
Bez słowa wróciłam do łóżka i leżałam w nim długo, patrząc w sufit. Zrozumiałam,
że już nigdy nie będziemy rodziną.
Od Autorki: Lekka drama!
Dziękuje... za te miłe słowa wsparcia pod poprzednim rozdziałem!.
Bardzo to doceniam! <3
Chciałabym... Wam Podziękować - za to że czytanie tego bloga
- za to że zostaliście ze mną nawet jak zawaliłam sprawę z
dodaniem rozdziału ( i to nie raz)
- za to że wg. chcecie to czytać.
- za te wszystkie komentarze i wyświetlenia.
JESTEŚCIE NIESAMOWICI.!!!!
Następny rozdział pojawi się w sobotę. <33
Podawajcie swój tt, ask lub fb - jeśli chcecie być
informowani - bo trudno mi jest Was informować z
konta google. :(
plastikowym wieczkiem, przez który mogłam zobaczyć lśniącego
błękitnego, prześlicznego, nowiutkiego iPoda.
- Tato! - zawołałam, rzucając mu się na szyję.
- Tylko musisz mi obiecać - zachichotał - że nie będziesz ściągała
żadnych śmieci. Bo jak znowu przyjadę to mogę sprawdzić, co na nim masz.
Mama wstała nagle z fotela i wyszła. Ojciec patrzył za nią. Z kuchni
dobiegł hałas, jakby ktoś stukał garnkami. Więc westchnął ciężko
i wstał. Zanim poszedł do kuchni, mrugnął do mnie porozumiewawczo.
Z początku rozmawiali po cichu, zamknąwszy za sobą drzwi. Włączyłam
telewizor i starałam się nie zwracać na nich uwagi. Jadłam czekoladki
i głaskałam swojego iPoda. Mama była chyba po prostu zazdrosna
o tego iPoda, ale mój brzuch był zimny i napięty, jak zawsze kiedy się
kłócili, i wydawało mi się, że czekoladki mają smak trocin. Już po
chwili zaczęli na siebie krzyczeć.
Fragmenty ich kłótni sączyły się z kuchni do pokoju, jak nieznośny
zapach przypalonej potrawy. Słyszałam głównie mamę:
- Nie przysłałeś nam złamanego pensa, odkąd wyjechałyśmy z Londynu,
a przepuszczasz pieniądze na kosztowne prezenty? I kiedy wreszcie
powiesz jej o wszystkim, Steve? Na razie o wszytko obwinia mnie. Mam
już tego dość!
Zmusiłam się, żeby wstać sprzed telewizora. Poszłam do kuchni, jak na
ścięcie. Wcale nie miałam ochoty tam iść. Ale wiedziałam, że muszę.
Kidy tylko otworzyłam drzwi, mama i ojciec od razu przestali się
kłócić. Patrzyli na mnie jak para oszołomionych ryb.
- O czym masz mi powiedzieć, tato? - spytałam, a ojciec rzucił mamie
wściekłe spojrzenie.
- Widzisz, co zrobiłaś? - syknął. Ale ona wyzywająco podniosła głowę.
- Twoje dziecko ma prawo wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi -
powiedziała drżącym głosem.
Poczułam, że kolana ugięły się pode mną, więc usiadłam. Ojciec obrócił
swoje krzesło jednym lekkim ruchem. Jego twarz przybrała wyraz obawy
pomieszanej z poczuciem winy.
- Rose - odezwał się. - Chodzi o to, że twoja mama i ja nie jesteśmy już
razem. Od dawna.
- Po prostu powiedz jej prawdę - powiedziała mama "bezbarwnym" głosem.
- Do tego właśnie zmierzam! - odparował ostro, a mama odwróciła się
i stanęła przy zlewie.
- Kiedyś wyjechałem w trasę i poznałem .... kogoś innego.
Zerwałam się na równe nogi, ze zgrzytem odsuwając krzesło.
- Nie, nie! Nie chcę o tym nawet słyszeć! - zawołałam, zatykając uszy.
Usiłowałam uciec, ale ojciec złapał mnie za rękę.
- Kochanie, to nie znaczy, że już mi na tobie nie zależy. Ale świat się
zmienia. Ludzie się zmieniają. Związki przestają istnieć. I powstają nowe.
Wyrwałam rękę i wybiegłam.
- Ale to się zdarzyło w momencie, kiedy i tak już byliśmy sobie obcy! -
zawołał za mną. Wbiegłam na schody, dalej zatykając uszy.
A potem usłyszałam, jak trzasnęły drzwi. Z takim impetem, że cały dom
się zatrząsł.
...
Nie muszę chyba mówić, że dla mnie to było najgorsze Boże Narodzenie
od początku świata.
Ojciec w końcu wrócił, bardzo zakłopotany, ale dałam mu jasno do
zrozumienia, że nie chcę więcej rozmawiać na ten temat. Jedliśmy
świątecznego indyka i oglądaliśmy telewizję w zupełnym milczeniu.
Ojciec chciał ściągnąć jakieś aplikacje na mojego iPoda, ale kiedy
dowiedział się, że nie mamy internetu, mina mu zrzedła. I zaczął
nerwowo kopać nogę stołu, myśląc, że tego nie widzę.
Jedną rzeczą, dzięki której zdołałam jakoś przetrwać święta, były
myśli o Justin'ie. w kółko i na okrągło wspominałam pożegnalny
pocałunek. Byłam jak zamknięta w więzieniu. Chciałabym się wymknąć
i pobiec do niego, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Więc starałam
się przetrwać ten niesłychanie długi dzień, a kiedy przyszedł wieczór,
położyłam się do łóżka szczęśliwa, że mam to już za sobą. Atmosfera w
naszym domu była okropna i tylko kiedy zamykałam się w swoim
pokoju, mogłam normalnie oddychać.
...
Kiedy rano przewróciłam się na drugi bok, wyczułam w domu pustkę
i zrozumiałam, że ojciec już wyjechał.
Zbiegłam na dół. Mama siedziała w szlafroku przy stole, a przed nią stał
kubek gorącej kawy. Była rozczochrana i miała czerwone oczy.
- Gdzie jest ojciec? - spytałam, a moje słowa wydały mi się zaraz za
głośne jak na tę maleńką kuchnię. Z bladym uśmiechem przysunęła
do mnie list, który leżał na blacie.
- Musiał wcześnie wyjechać. To zostawił dla ciebie - urwała na chwilę. -
Posłuchaj, kochanie ...
Nie słuchałam. Pochwyciłam kopertę, na której było napisane "Rose".
Rozpoznałam nierówne pismo ojca. Ze ściśniętym gardłem otworzyłam
kopertę.
Rose,
przepraszam, że nie mogłem poczekać na ciebie dziś rano. W drugi
dzień świąt odjeżdża stąd tylko jeden pociąg. Tak mi przykro
w związku z tym, o czym powiedziałem ci wczoraj. I żałuję, że
kłóciliśmy się z mamą w twojej obecności. Chciałbym, żebyś
wiedziała, że trudne sprawy między nami nie mają nic wspólnego
z tobą. Oboje bardzo Cię Kochamy. Postaram się przyjechać
do ciebie w styczniu, a kiedy urządzę się jakoś w Newcastle,
zaproszę cię do siebie. Jestem pewien, że kiedy poznasz Sarę,
polubicie się.
Trzymaj się, moja mała i pamiętaj o swoim ojcu, który nie jest
aniołem, ale kocha cię bardzo, tak jak dawnej.
Bez słowa wróciłam do łóżka i leżałam w nim długo, patrząc w sufit. Zrozumiałam,
że już nigdy nie będziemy rodziną.
Od Autorki: Lekka drama!
Dziękuje... za te miłe słowa wsparcia pod poprzednim rozdziałem!.
Bardzo to doceniam! <3
Chciałabym... Wam Podziękować - za to że czytanie tego bloga
- za to że zostaliście ze mną nawet jak zawaliłam sprawę z
dodaniem rozdziału ( i to nie raz)
- za to że wg. chcecie to czytać.
- za te wszystkie komentarze i wyświetlenia.
JESTEŚCIE NIESAMOWICI.!!!!
Następny rozdział pojawi się w sobotę. <33
Podawajcie swój tt, ask lub fb - jeśli chcecie być
informowani - bo trudno mi jest Was informować z
konta google. :(
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz!
Muszę przyznać, że ciekawie piszesz :o ♥
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Świetny, czekam na nn :-*
OdpowiedzUsuńŚwietny! Jak najbardziej mi się podoba <3
OdpowiedzUsuńczekam na NN <3
Cudowny, cudowny, ale to bardzo cudowny ♥ Kocham pisać opowiadania i kocham czytać twoje opowiadania :) ♥
OdpowiedzUsuńBrakuje mi sceny z Justinem...
OdpowiedzUsuńAle i tak rozdział zajebisty *-*
Rose powinna zrozumieć że rozpad związku jej rodziców nie jest wina jej mamy. Kocham to jak i piszesz i twoje opowiadanie. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział <3
~heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Świetnie :) kocham
OdpowiedzUsuń<3 suuper czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuńnie ma za co kochana! jestesmy tu dla cb i z tb! :* <3
OdpowiedzUsuńrozdział świetny :* z niecierpliwością czekam na następny <3 :D *_*
zapraszam na mój blog:
dangerouslife.blox.pl
<3
OdpowiedzUsuńCudny <3
OdpowiedzUsuń