poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział II.

Dom 
Musiałam długo pukać do drzwi, zanim mama mi otworzyła.Zmarszczyła 
brwi na widok swojej córki, która sprawiła jej zawód.Nic nie powiedziała.
Ale pionowa zmarszczka na jej czole mówiła za nią:"Nie wyobrażaj sobie,
że między nami wszystko zostało po staremu, Rosemarie, nic 
podobnego.Usłyszysz ty jeszcze ode mnie, ale nie teraz, bo mam gościa
i nie zamierzam prać rodzinnych brudów przy obcych ludziach". Wiem, 
zawsze tego unikała po mistrzowsku. 
Ruszyłam za nią przez naszą ponurą sień. 
-Nell,gdzieś ty zniknęła? - spytał ktoś.
Wszystko jasne.
-Wróciła Rose, pani Swift. Była na spacerze.
-W taka pogodę? Mogła się przeziębić.
Pani Swift, nasza sąsiadka i żywy leksykon medyczny w jednej osobie,
siedziała przy kuchennym stole nastroszona  jak tłusty stary gołąb. 
W pulchnych rączkach, ozdobionych brzęczącymi metalowymi kółkami,
które uwielbiała, trzymała jakiś wycinek prasowy. 
Mama rzuciła mi zdesperowane spojrzenie. Mogłam wybąkać coś pod
nosem i wycofać się do swojego pokoju (dodajmy,że pięć razy 
mniejszego niż ten, który miałam w Londynie), ale wiedziałam, że 
jeśli zostanę jej towarzystwo jeszcze przez parę chwil , zarobię u
mamy trochę tak potrzebnych mi punktów. Byłam przecież na 
minusie.
Sięgnęłam po krzesło i usiadłam.
Mama nie posunęła się tak daleko, żeby się do mnie uśmiechnąć,
żadnych szaleństw w tym rodzaju, ale wiedziałam, że jest zadowolona.
-Właśnie rozmawiałyśmy z twoją mamą o lekach na obniżenie
cholesterolu - powiedziałam pani Swift. - Czytałam o ubocznych
działaniu tych leków i jestem pewna, że mój lekarz nie wie wszystkiego,
co powinien wiedzieć. Bo on jest, jak by to powiedzieć .... - urwała na 
chwilkę, szukając odpowiedniego słowa - obcokrajowcem. 
- Aha! - pokiwałam głową trochę zbyt gorliwie i pani Swift spojrzała na
mnie z niepokojem. Ale natychmiast podjęła swój wątek. Przestałam
jej słuchać, a mam wymknęła się z koszem rzeczy do prania pod pachą.
 Mama była rejestratorką w rejonowej przychodni lekarskiej, ale dla
pani Swift znaczyła nie mniej niż ordynator oddziału neurochirurgii.
Miała zwyczaj przynosić do nas wycinki i wypytywać mamę o
różne medyczne obrzydliwości. 
Mówiła i mówiła , a ja zaczęłam myśleć o tym dziwnym chłopaku,
którego spotkałam nad morzem. Wałęsał się , jakby był bezdomnym.
Zadrżałam, kiedy przypominało mi się , że jest tak zimno. I dopiero
po paru minutach znowu nastawiłam ucho na wywody pani Swift , 
która wciąż nadawała w najlepsze. Czasami bawiło mnie, kiedy popadała
w swój słowotok. Nie miałam zbyt wielu rozrywek. Słuchałam jej, nie
do końca wierząc w to, co mówiła. 
- Pewnie wolałabyś nic o tym nie wiedzieć - powiedziała, rzucając mi z
ukosa błękitne spojrzenie.
- Ale o czym, proszę pani ? - spytałam niewinnie. 
Pani Swift popatrzyła na mnie wrogo, w taki sposób, jakbym była
czymś przyklejonym do podeszwy jej pantofla na obcasie. 
- Chyba muszę  już iść - oświadczyła w końcu z głębokim
westchnięciem. - Dziś przyjeżdża do mnie syn z wnuczkiem.
Muszę przedtem zrobić to i owo. - Wyprostowała się z dumą 
- Mój syn jest dziennikarzem - dodała.
Niewiele mnie to obchodziło. 
- Mamo, przyjdź ! - zawołałam nagle, tak głośno, że nasza sąsiadka
aż podskoczyła. Uśmiechnęłam się do niej słodziutko.
- Pani Swift chce się pożegnać!

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam godzinami, wspominając 
Londyn i mój dawny pokój. I myślałam o wyrwie, która powstała
w moim życiu  po odejściu ojca. Kiedy wreszcie zapadłam w sen, 
śniły mi się koszmary. Brodziłam w morskiej wodzie i jakieś śliskie
ręce wciągnęły mnie w lodowatą głębinę. 
Obudziłam się z biciem serca. Przez chwilę wydawało mi się, że 
jestem w naszym starym domu i zaraz usłyszę, jak ojciec śpiewa pod 
prysznicem.(Zawsze coś gwizdał, nucił albo śpiewał. Albo grał na 
gitarze). Ale zamiast jasnoniebieskiego sufitu tamtego pokoju 
zobaczyłam  wyblakłą tapetę w kwiatki , którą obity był skośny 
strop nad moim łóżkiem. Mama obiecała, że urządzi mi pokój,
kiedy tylko znajdą się na to pieniądze, ale byłam pewna, że tym
ścianom nic nie pomoże. Nie, nikt nie śpiewał w łazience.Słychać
było tylko, jak z kranu kapie woda. Westchnęłam głęboko i 
wystawiłam nogi spod kołdry.W tym domu marzłam bez przerwy.
Przeprowadziliśmy się dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem,
o tej porze roku, kiedy nikt się nie przeprowadza. Inni ludzie wolą
robić to latem. Albo nigdy. Poczułam, że ściska mi się gardło, gdy
wyobraziłam sobie moje koleżanki , Jasmine i Molly, na
przedświątecznych zakupach w centrum handlowym - beze mnie.
Poszłam do łazienki i umyłam zęby , potem się ubrałam, a w
wyobraźni widziałam je przez cały czas. Piły gorącą czekoladę
w centrum handlowym i chichotały.
Weszłam do kuchni. Kuchnia wyglądała jeszcze gorzej niż mój
pokój. Miała zielone ściany w drobny czerwony rzucik. Od tego
można było dostać oczopląsu.
Mama chciała już powiedzieć mi "dzień dobry", ale w porę
zauważyła moją minę. Więc odwróciła się plecami i dalej
pakowała sobie kanapki do pracy. Chrząknęłam i zajęłam
miejsce przy stole. Nasypałam do miski trochę płatków
kukurydzianych. Ostatnio zawsze miałyśmy te z supermarketu,
najtańsze.
- Zaczęły się ferie świąteczne - powiedziała mama z udawaną
wesołością. - Mogłabyś wykorzystać ten czas i poszukać
sobie koleżanek.
Spojrzała na mnie i westchnęła. Potem wskazała kartkę przyczepioną
do drzwiczek lodówki magnesikiem.
- Napisałam Ci tu, co masz przynieść ze sklepu.
Odchrząknęłam znowu i zanurzyłam łyżkę w płatkach.
Mama wyszła. Wróciła w swoim ciepłym czarnym palcie
i czerwonym szaliku. Ładnie to wyglądało, pasowało do jej
włosów. Była ciemną szatynką ale nie przekazała mi tego w
genach. Kolor moich włosów można było określić jako
buraczkowy. I podczas gdy jej fryzura falowała, moja nie
poddawała się żadnym zabiegom. Wiedziałam, że to nie
jej wina. Ale i tak miałam do niej żal.
Zauważyłam zmarszczki wokół jej oczu. Dawniej ich nie miała.
- Wracam o wół do szóstej - powiedziała.
Kiwnęłam głową. Pogłaskała mnie po głowie.
- Bądź rozsądna, Rose. I nie wychodź z domu na długo.
Z domu? To nie jest mój dom. Nie jest i nigdy nie będzie.
Od Autorki: Chciałabym podziękować za wspaniałe
komentarze. Wiem, że na razie rozdziały nie są za ciekawe i nie
ma w nich za dużo akcji. Ale obiecuję, że od następnego rozdziału
akcji będzie dużo dużo więcej.
Dziękuje za miłe słowa. :D Na prawdę daje to natchnienia do pisania. !
Rozdział III - powinien pojawić się w Czwartek.
Mam nadzieje, że do następnego. Chociaż nie zdziwiłabym się
jak by pod tym postem nie było komentarzy bo trochę zanudzam.!
Z góry za to przepraszam .... ! Tak więc do zobaczenia. :d



3 komentarze:

  1. Szczerze? . . . Zajebiste opowiadanie ! Jeszcze nie czytałam takiego opowiadania jak to. Po prostu rewelacyjne ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. świetneee... :**

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly