środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział IX

Spider - Man nie strzela z pistoletu
Kiedy popchnęłam drzwi frontowe, nie wiedzieć z skąd wyskoczyła drobna
postać w przepraniu Spider - Mana.
- Pif - paf! Pif - paf! - krzyknęła, robiąc z palców pistolet. I równie nagle jak
się pojawiła, zniknęła na schodach. Weszłam do kuchni. Siedział tam potężnie 
zbudowany mężczyzna w zielonej koszulce. Mama stała przy blacie, tyłem do 
mnie, i wytrząsała z pudełka herbatniki na talerzyk.
- Tak, to brzmi zachwycająco - mówiła - i bez wątpienia to szansa. Warto było 
opuścić Londyn.
- No, zobaczymy - odpowiedział rugbysta. Głos miał niższy niż ojciec i bardziej
wytworną wymowę.
- Odkąd wyniosłem się z domu rodzinnego nie przypuszczałem, że kiedykolwiek
przyjdzie mi wrócić i zamieszkać w tym miasteczku. Lokalna gazeta nie była
tym, o czym marzyłem, kiedy zostałem dziennikarzem. I naprawdę brakuje
mi szumu, jaki panuje w redakcji wielkiego dziennika. Tutaj diabeł mówi
dobranoc. Ale ... skoro już się tu przeniosłem, cieszę się, że matkę mam
pod bokiem. 
- Tak, rozumiem - powiedziała mama. - To nie żarty, być samotnym ojcem, 
prawda? Rose! Czemu się skradasz? - spytała nagle, czerwieniąc jak burak.
  Popatrzyłam na rugbystę, który ledwo się mieścił w naszej kuchni. On też na
mnie popatrzył. Miał niebieskie oczy, okulary w grubej oprawce, solidnych
rozmiarów nos i ciemne kręcone włosy. Uśmiechną się do mnie.
Spiorunowałam wzrokiem oboje. 
- Co się tutaj wyprawia? - spytałam surowo, a spojrzenie mamy przeniosło się
ze mnie na niego, z niego na mnie.
- Rose, to jest Will. Jest synem pani Swift. Wpadł na chwilę, żeby wymienić
mi uszczelkę w tym cieknącym kranie. Bo wspominałam pani Swift, że mam z
tym kłopot. No i ona obiecała, że Will do mnie zajrzy ... To znaczy ... do
tej uszczelki.
  Jej głos zadrżał i ucichł. Miała taką minę, jakby coś zrobiła i została złapana
na gorącym uczynku. Dziwne. Popatrzyłam na nią i czułam, że serce twardnieje
mi z każdą chwilą. W krótkim czasie stało się nieczułe jak kamień. 
- To mój syn, Dylan - powiedział pan Swift, kiedy mały chłopiec w czerwono - 
niebieskim trykocie wpadł jak pocisk do kuchni. - Przepraszam, pomyłka. 
Przedstawiam ci Spider - Mana.
  Zamierzałam zignorować gówniarza, ale nie było to takie proste, bo wlazł ojcu
na kolana i znowu udawał, że mierzy do mnie z pistoletu.
Wzniosłam oczy do góry, zniecierpliwiona. 
- Spider - Man nie strzela z pistoletu - oświadczyłam.
- Uspokój się, Dylan - powiedział ten facet swoim wytwornym głosem, ale nie 
patrzył na Dylana, tylko na mnie.
- A wracając do rzeczy, Will ... - odezwała się mama, odchrząknąwszy. - 
Opowiedz mi o pracy dziennikarza. To bardzo interesujące.
  Rugbysta wstał, zarzuciwszy sobie chłopca na ramię jak worek ziemniaków. 
Ale ten worek zaczął się szamotać. 
- Muszę już iść - oznajmił. - Jutro wpadnę znowu, jeśli nie masz nic przeciwko 
temu. Już wiem, jak zreperować ten kran. U mamy na pewno są odpowiednie
narzędzia, tylko muszę ich poszukać. Możemy odłożyć to do jutra?
  Mama z niepokojącym wdziękiem odgarnęła pasmo włosów z czoła.
- Cudownie. Jeśli to ci nie sprawi kłopotu.
- Ani trochę. Miło było cię poznać, Rose.
 Wyciągnął dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją niechętnie, jakby to była zdechła
ryba. Nic nie powiedziałam, tylko temu chłopcu pokazałam język, kiedy 
napotkałam jego wzrok.
Mama odprowadziła ich do drzwi. Kiedy wróciła do kuchni, na jej twarzy
wciąż jeszcze błąkał się głupawy uśmiech.
"Cudownie. Jeśli to ci nie sprawi kłopotu ... "
Teraz mam na nią takiego haka, że się nie pozbiera - pomyślałam.
Mama spojrzała na mnie zdegustowana.
- Uspokój się, Rose - powiedziała. Zabrała ze stołu filiżanki i płukała je pod 
kranem, dzwoniąc nimi, jakby chciała je potłuc. - Nie byłoby źle, gdybyś umiała
zachować się przyzwoicie. Poćwicz.
Zagotowało się we mnie.
- I co? Interesujesz się tym facetem? A ojciec idzie w odstawkę?
- Nie bądź śmieszna.
- Nie jestem śmieszna - warknęłam. - Wiem, że podoba ci się ten cały Will. 
Powiem ojcu. 
 Obróciła się gwałtownie w moją stronę. Jej oczy zapłonęły gniewem. Już 
otwierała usta, żeby mi odpowiedzieć. Ale nagle się rozchmurzyła i mrugnęła
do mnie porozumiewawczo. Byłam przyzwyczajona, że po takim gniewnym
spojrzeniu odpala pociski - a ja wychodzę z pokoju i zostawiam ją z tym.
Tylko że tym razem uśmiechnęła się, jak dawniej. 
- Rose - odezwała się półgłosem - mogę cię zapewnić, że w tej chwili
interesuje mnie tylko jedno. Jak dotrwać do wieczora. Poza tym, chcę, żeby
Will naprawił mi kran. A gdyby nawet naprawdę mi się on podobał, to bardzo
wątpię, czy twój ojciec byłby tym przejęty.
  I ona wyszła z pokoju, zostawiając mnie na spalonym. 
Tego wieczoru już prawie ze sobą nie rozmawiałyśmy.
Do kolacji usiadłyśmy w salonie, z talerzami na tacach i z tacami na kolanach. 
Salon ma malutkie okienka i zawsze jest w nim ciemno, nawet w biały dzień, 
więc mama umieściła w tym tuzin lamp. Bez nich wpadałybyśmy na siebie. 
Włączyła telewizor na lokalne wiadomości. żułam powoli swoją zapiekankę 
ziemniaczaną, rozmyślając o wydarzeniach tego dziwnego dnia i martwiąc się 
zapowiedzianą nieobecnością ojca w święta. Właściwie wcale nie słuchałam
tych wiadomości, ale jednak coś przykuło moją uwagę.
- Prace budowlane na przystani pomimo początkowych trudności ruszyły 
pełną parą.
 Kobieta o jasnych, długich włosach i ciemno - czerwonych ustach stała w 
miejscu, które mogłam łatwo rozpoznać. Kamera pokazała dwie wielkie koparki.
Teren otaczał teraz wysoki płot, ale logo przystani było widoczne, a z boku po 
lewej, dawały się zauważyć szczyty karuzeli wesołego miasteczka.
- Projekt ma już osiemnaście miesięcy opóźnienia, a koszty zostały znacznie 
przekroczone - mówiła dalej dziennikarka - ale rzecznik prasowy firmy
budowlanej, należącej do miejscowego przedsiębiorcy Jasona McCanna,
potwierdza, że przystań zostanie już wkrótce oddana do użytku. W pierwszej
kolejności wyremontowany zostanie stary budynek fabryki, która kiedyś
dawała pracę wielu mieszkańcom tego cichego nadmorskiego miasteczka.
Następnie pracę obejmą nieużytków położony bliżej centrum. Planuje się
wiosną albo wczesnym latem wyburzyć stare zabudowania wesołego
miasteczka, zwanego Słonecznym Zakątkiem. Zamknięcie tego obiektu w
swoim czasie wzbudziło protesty lokalnej społeczności.
 Ekran zapełnił się ludźmi trzymającymi transparenty z napisem : Nie chcemy 
przystani! Ratujmy karuzele! Ale nie wyglądało to zbyt poważnie.
Zastanawiam się, czy wśród tych ludzi stoi mama Justina. Zaczęłam uważnie
słuchać komentarza.
- Jason McCann twierdzi, ze przystań przyniesie naszemu miastu ożywienie 
gospodarcze. 
  Na ekranie pojawiło się zbliżenie twarzy człowieka, którego widziałam przed 
ratuszem. 
- Co powiedziałby pan ludziom, którzy żądali ratunku dla wesołego miasteczka?
-spytał zza kadru głos reporterki. 
- Postęp zawsze ma swoją cenę - odparł biznesmen z powagą Jego głos miał 
nosowe brzmienie i wydawał się obdarzony życiem niezależnie od jego mimiki. 
- Wychowałem się w tym mieście i pamiętam je z czasów, gdy było tłumnie 
odwiedzane przez turystów. - W tym miejscu zrobił znaczącą pauzę. 
- Wszyscy będziemy tęsknić za jego dawnymi atrakcjami, które odchodzą
w przeszłość. Ale projekt przystani "Delfin" bez wątpienia przeniesie Stanford
prosto w XXI wiek. Będziemy dumni z nowej promenady nadmorskiej, która na
powrót uczyni z naszego miasta klejnot południowej Kanady.
 Podniosłam wzrok i zauważyłam, że mama wpatruje się w niego jak w obraz.
Kusiło mnie, żeby jej znowu dociąć, ale heroicznie sobie tego odmówiłam.
Zamiast tego zajęłam się swoją zapiekaną z kartofli. 
A potem zaczęłam myśleć o Justinie. Czy ma co jeść dziś wieczorem? 
Przypomniałam sobie czekoladowy kolor jego oczu i długie rzęsy. 
I nagle coś zaświtało mi w głowie. 
Odłożyłam widelec i odsunęłam  talerz z niedojedzoną zapiekanką. 

Od Autorki: Co takiego ma w głowie Rose?
                   Co się stanie z Justinem jak zburzą wesołe miasteczko w którym
                   obecnie mieszka?
Dziękuję za wspaniałe komentarze do poprzedniego rozdziału. <33
Tak jak obiecałam rozdział chyba (?) najdłuższy jaki kiedykolwiek 
napisałam na tego bloga. :D
Kolejny rozdział powinien pojawić się w sobotę. :D
Jeżeli to czytasz to komentuj bo dla ciebie to tylko chwila a dla mnie znak
że ktoś to czyta. :D
Jeżeli chcesz być informowana/informowany wejdź w strony i podaj namiary
na cb w kom. <33
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz <33















6 komentarzy:

Szablon by Selly