Justin się na mnie gapi
Nazajutrz, kiedy mama wyszła, ubrałam się ciepło i pobiegłam do wesołego
miasteczka. Powtarzałam sobie, że powinnam dowiedzieć się czegoś więcej
o zaginionej mamie Justina. To pomoże mi zapomnieć o moich własnych
problem. Ale w głębi serca wiedziałam, że chodzi o coś innego. Chciałam
zobaczyć Justina.
Prace budowlane rzeczywiście szły pełną parą. Cały teren otaczały wysokie
płoty, które widziałam już w telewizji. I gdzieś z głębi dochodził hałas ciężkich
koparek. Wszędzie wisiały tabliczki z napisem: Wstęp wzbroniony. Jedna
głosiła: Pracuj tylko w kasku i odzieży ochronnej. Brama uchyliła się, żeby
przepuścić koparkę, a ja zatrzymałam się na chwilkę. Zdążyłam zobaczyć
ogromny wykop i mnóstwo ludzi krzątających się wokół jak mrówki. Było coś
uderzającego w tym widoku ale przypomniałam to sobie dopiero, kiedy brama
znów się zamknęła. Większość robotników miała skośne oczy, jak Chińczycy.
Jakoś nigdy nie spotkałam w tym miasteczku ani jednego Chińczyka. I mimo
tablicy z ostrzeżeniem, żaden z tych chińskich robotników nie nosił ochronnego
kasku.
Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej , w stronę wesołego miasteczka.
Wsunęłam do maszynki przy kołowrocie jeden z niebieskich biletów wstępu,
które dał mi Justin. Maszynka szczęknęła i kołowrót obrócił się.
Weszłam i przystanęłam na chwilkę. to miejsce miało w sobie coś upiornego.
Wiatr unosił śmieci, których mnóstwo walało się na ziemi, i gwizdał przez
dziury w ogrodzeniach. Trudno było sobie wyobrazić, że kiedyś grała tu
muzyka, rozbrzmiewał śmiech i biegały dzieci z buziami lepkimi od cukrowej
waty. Skrzyżowałam ramiona, usiłując opanować drżenie, którego przyczyną
była raczej niepokojąca atmosfera tego miejsca niż chłodna pogoda. W końcu
wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w głąb terenu.
Justina odnalazłam przy karuzeli. Siedział na podeście, na najniższym stopniu
i patrzył w przestrzeń. Ten widok sprawił, że zatrzymałam się. Jeszcze nigdy
nie widziałam nikogo, kto wydawał się tak samotny jak on. Zauważyłam
brudny brązowy śpiwór, leżący u jego nóg, jak skóra zrzucona przez jakiegoś
gada. Nagle spojrzał w moją stronę i jego twarz rozjaśnił uśmiech. Na widok
tego uśmiechu moje serce wywinęło fikołka.
- Jak leci? - zawołał, zrywając się na równe nogi.
- W porządku - odpowiedziałam, trochę onieśmielona - Co robisz?
- Nic specjalnego. Siedzę i myślę o różnych sprawach.
Przez moment patrzyliśmy na sobie w milczeniu. Podeszłam do miejsca w
dolnej części podestu, gdzie stał Justin, i usiadłam. Przysiadł się do mnie.
Już się nie uśmiechał, był zamyślony, ale to mi nie przeszkadzało, wszystko
było w porządku. Nie czułam się przy nim niezręcznie ani głupio. Czułam
się .... na swoim miejscu.
Po chwili Justin przeniósł na mnie wzrok.
- Zadaje się, że mieszkasz tu od niedawna tak?
Popatrzyłam na niego.
- Skąd wiesz?
Roześmiałam się.
- Miejscowi tu nie przychodzą. Co najwyżej krawaciarze z firmy, która
zamierza zrównać to z ziemią.
Przypomniał mi się reportaż, który widziałam w lokalnej telewizji.
- Justin ...
Zawahałam się. Patrzył na mnie pytająco. Siedzieliśmy pochyleni ku sobie,
twarz przy twarzy. Jego wzrok przesuną się z moich oczu na usta. Gapił się na
mnie po prostu bezwstydnie! Odchrząknęłam, jakby w nadziei, że to
powstrzyma rumieniec na moich policzkach.
- Gdzie się podziejesz, kiedy rozbiorą wesołe miasteczko? - spytałam jakoś
piskliwie.
Nonszalancko wzruszył ramionami. Ale tymczasem czar prysł.
- Dam sobie radę. Do tego czasu jakoś się urządzę, nie martw się.
Zapadał cisza pełna zakłopotania. Przypomniałam sobie naszą dziwną rozmowę
w kawiarence.
- A przychodziły ci do głowy jakieś domysły na temat zniknięcia twojej mamy?
Potrząsną głową.
- Nie mam pojęcia, co się z nią stało.
Już zaczynałam czuć lekkie zniecierpliwienie gdy zauważyłam, że drżą mu
ręce, i to na nowo obudziło we mnie ciepłe uczucia.
Zrobiłam to bez zastanowienia. Wyciągnęłam dłoń i dotknęłam jego dłoni.
- Jakie masz zimne ręce, Justin. Marzniesz.
Chciałam ogrzać jego dłoń w swojej, tak jak mama ogrzewała moją w dawnych
czasach. Milczał i przez chwilę wydawało mi się, że zaraz umrę ze wstydu z
powodu tego, co właśnie uczyniłam. Więc puściłam jego rękę. Policzki mi płonęły.
- A może - odezwałam się - warto by przeszukać tę budkę w której siedziała,
kiedy sprzedawała bilety?
Pomyślałam, że jeśli tylko uda mi się uniknąć jego wzroku, jakoś przetrwam tę
ciężką chwilę.
- Nie ta budka nie ma nic do rzeczy - odpowiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Pewnie masz rację. Ale ona musiała tam spędzać mnóstwo czasu.
- Hmm ... - mrukną, teraz już normalnie. - Może tak być, że powiedziałaś coś z
sensem. To ci się rzadko zdarza.
- Więc zrób z tego użytek - odparłam, czując wielką ulgę, że nie wystraszyłam
go całkiem tą głupią akcją z braniem za rękę.
Uśmiechnięci, ruszyliśmy w stronę budki biletera.
Od Autorki : Jak myślicie czy Justin i Rose znajdą coś w budce biletera?
Przepraszam Was za to że rozdział jest taki krótki. :(
Postaram się aby następny był dużo dużo dłuższy. :)
Dziękuję za te wszystkie wspaniałe komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
To naprawdę bardzo motywuje do dalszego pisania tego bloga <33
Kolejny rozdział powinien pojawić się w środę. :D
Jeżeli to czytasz - komentuj bo dla ciebie to tylko
chwila a dla mnie znak, że ktoś to w ogóle czyta.
Jeżeli chcesz być informowana/ny wejdź w stronę : "informowani" i podaj
namiary na cb w komentarzu. <33
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz <33
Jakoś nigdy nie spotkałam w tym miasteczku ani jednego Chińczyka. I mimo
tablicy z ostrzeżeniem, żaden z tych chińskich robotników nie nosił ochronnego
kasku.
Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej , w stronę wesołego miasteczka.
Wsunęłam do maszynki przy kołowrocie jeden z niebieskich biletów wstępu,
które dał mi Justin. Maszynka szczęknęła i kołowrót obrócił się.
Weszłam i przystanęłam na chwilkę. to miejsce miało w sobie coś upiornego.
Wiatr unosił śmieci, których mnóstwo walało się na ziemi, i gwizdał przez
dziury w ogrodzeniach. Trudno było sobie wyobrazić, że kiedyś grała tu
muzyka, rozbrzmiewał śmiech i biegały dzieci z buziami lepkimi od cukrowej
waty. Skrzyżowałam ramiona, usiłując opanować drżenie, którego przyczyną
była raczej niepokojąca atmosfera tego miejsca niż chłodna pogoda. W końcu
wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w głąb terenu.
Justina odnalazłam przy karuzeli. Siedział na podeście, na najniższym stopniu
i patrzył w przestrzeń. Ten widok sprawił, że zatrzymałam się. Jeszcze nigdy
nie widziałam nikogo, kto wydawał się tak samotny jak on. Zauważyłam
brudny brązowy śpiwór, leżący u jego nóg, jak skóra zrzucona przez jakiegoś
gada. Nagle spojrzał w moją stronę i jego twarz rozjaśnił uśmiech. Na widok
tego uśmiechu moje serce wywinęło fikołka.
- Jak leci? - zawołał, zrywając się na równe nogi.
- W porządku - odpowiedziałam, trochę onieśmielona - Co robisz?
- Nic specjalnego. Siedzę i myślę o różnych sprawach.
Przez moment patrzyliśmy na sobie w milczeniu. Podeszłam do miejsca w
dolnej części podestu, gdzie stał Justin, i usiadłam. Przysiadł się do mnie.
Już się nie uśmiechał, był zamyślony, ale to mi nie przeszkadzało, wszystko
było w porządku. Nie czułam się przy nim niezręcznie ani głupio. Czułam
się .... na swoim miejscu.
Po chwili Justin przeniósł na mnie wzrok.
- Zadaje się, że mieszkasz tu od niedawna tak?
Popatrzyłam na niego.
- Skąd wiesz?
Roześmiałam się.
- Miejscowi tu nie przychodzą. Co najwyżej krawaciarze z firmy, która
zamierza zrównać to z ziemią.
Przypomniał mi się reportaż, który widziałam w lokalnej telewizji.
- Justin ...
Zawahałam się. Patrzył na mnie pytająco. Siedzieliśmy pochyleni ku sobie,
twarz przy twarzy. Jego wzrok przesuną się z moich oczu na usta. Gapił się na
mnie po prostu bezwstydnie! Odchrząknęłam, jakby w nadziei, że to
powstrzyma rumieniec na moich policzkach.
- Gdzie się podziejesz, kiedy rozbiorą wesołe miasteczko? - spytałam jakoś
piskliwie.
Nonszalancko wzruszył ramionami. Ale tymczasem czar prysł.
- Dam sobie radę. Do tego czasu jakoś się urządzę, nie martw się.
Zapadał cisza pełna zakłopotania. Przypomniałam sobie naszą dziwną rozmowę
w kawiarence.
- A przychodziły ci do głowy jakieś domysły na temat zniknięcia twojej mamy?
Potrząsną głową.
- Nie mam pojęcia, co się z nią stało.
Już zaczynałam czuć lekkie zniecierpliwienie gdy zauważyłam, że drżą mu
ręce, i to na nowo obudziło we mnie ciepłe uczucia.
Zrobiłam to bez zastanowienia. Wyciągnęłam dłoń i dotknęłam jego dłoni.
- Jakie masz zimne ręce, Justin. Marzniesz.
Chciałam ogrzać jego dłoń w swojej, tak jak mama ogrzewała moją w dawnych
czasach. Milczał i przez chwilę wydawało mi się, że zaraz umrę ze wstydu z
powodu tego, co właśnie uczyniłam. Więc puściłam jego rękę. Policzki mi płonęły.
- A może - odezwałam się - warto by przeszukać tę budkę w której siedziała,
kiedy sprzedawała bilety?
Pomyślałam, że jeśli tylko uda mi się uniknąć jego wzroku, jakoś przetrwam tę
ciężką chwilę.
- Nie ta budka nie ma nic do rzeczy - odpowiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Pewnie masz rację. Ale ona musiała tam spędzać mnóstwo czasu.
- Hmm ... - mrukną, teraz już normalnie. - Może tak być, że powiedziałaś coś z
sensem. To ci się rzadko zdarza.
- Więc zrób z tego użytek - odparłam, czując wielką ulgę, że nie wystraszyłam
go całkiem tą głupią akcją z braniem za rękę.
Uśmiechnięci, ruszyliśmy w stronę budki biletera.
Od Autorki : Jak myślicie czy Justin i Rose znajdą coś w budce biletera?
Przepraszam Was za to że rozdział jest taki krótki. :(
Postaram się aby następny był dużo dużo dłuższy. :)
Dziękuję za te wszystkie wspaniałe komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
To naprawdę bardzo motywuje do dalszego pisania tego bloga <33
Kolejny rozdział powinien pojawić się w środę. :D
Jeżeli to czytasz - komentuj bo dla ciebie to tylko
chwila a dla mnie znak, że ktoś to w ogóle czyta.
Jeżeli chcesz być informowana/ny wejdź w stronę : "informowani" i podaj
namiary na cb w komentarzu. <33
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz <33
<3
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńPisz dalej ! ;3
Jest moc <3 zajebiście się czyta <3
OdpowiedzUsuńŚwietne @_@ http://marzeniasiespelniajablogdlabeliebers.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńBoże cudowny blog <3 Czytam go cały czas *-* Ja też pisze opowiadania ale narazie nie ukazuje je światu :D Czy mogłabyś mnie poinformować na asku o nowych rozdziałach ? :) @Zelus12 <---- ask :)
OdpowiedzUsuńFajny rozdział .czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńhttp://royal-blood-fanfiction-jbff.blogspot.com/ Hey zapraszam na mojego znowu kolejnego bloga :/ ... Mam nadzieję że tematyka Cię zaciekawi jest to ff o Jusie .. W moich profilu znajdziesz odnośniki do moich innych ff .. Proszę Skomentuj
OdpowiedzUsuń+
Pisz dalej świetnie Ci idzie :)
Zajebisty rozdział !
OdpowiedzUsuń