W ciemności
Zrobiło się ciemno jak w grobie. Jeszcze przez chwilę do moich ust przyklejony
był głupi uśmieszek, chociaż serce waliło już o żebra jak szalone. To był na
pewno kolejny punk programu. Zdecydowałam nie dać Justinowi satysfakcji i
zachować niezmącony spokój. Skrzyżowałam ramiona i rozsiadłam się
wygodnie w swoim wagoniku, czekając na kolejną scenę, równie obciachową
jak te poprzednie, z żelaznym postanowieniem, że nie dam się nastraszyć.
był głupi uśmieszek, chociaż serce waliło już o żebra jak szalone. To był na
pewno kolejny punk programu. Zdecydowałam nie dać Justinowi satysfakcji i
zachować niezmącony spokój. Skrzyżowałam ramiona i rozsiadłam się
wygodnie w swoim wagoniku, czekając na kolejną scenę, równie obciachową
jak te poprzednie, z żelaznym postanowieniem, że nie dam się nastraszyć.
Ale było tak strasznie ciemno...
Mijały minuty. Ciemność gęstniała jeszcze bardziej i coś mi mówiło, że to
jednak nie należy do programu.
jednak nie należy do programu.
- Justin? - mój głos zabrzmiał jakoś cienko.
Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tak absolutnej ciemności. Dotąd
wydawało mi się, że ciemność jest tylko brakiem światła. A nie jakąś obcą
materią, która dusi i dławi.
wydawało mi się, że ciemność jest tylko brakiem światła. A nie jakąś obcą
materią, która dusi i dławi.
Oddychałam powoli, starając się zachować spokój. To tylko drobna awaria
- myślałam - Justin zaraz ją usunie i będę się mogła stąd wydostać.
NAJWAŻNIEJSZE - NIE WYMIĘKAĆ!
- Hej - odezwałam się - Justin, jesteś tam? To wcale nie jest zabawne!
Byłam gotowa go udusić gołymi rękami, kiedy tylko się stąd wydostanę.
Usłyszałam całkiem blisko jakiś szelest a potem znowu, jeszcze bliżej.
Może to szczur?
Może to człowiek?
Jeśli człowiek to na pewno nie Justin.
- Juuuustin!
Ściany odbijały w nieskończoność mój łamiący się głos. Nie mogłam złapać
oddechu. Każdy najmniejszy nerw w moim ciele drżał z przerażenia. Wylazłam
z wagonika i zrobiłam parę kroków. Myśl, że zaraz na coś nadepnę, albo że
z wagonika i zrobiłam parę kroków. Myśl, że zaraz na coś nadepnę, albo że
pochwyci mnie czyjaś ręka, była jednak jeszcze straszniejsza od siedzenia
w miejscu.
Kiedy już wydawało mi się, że nie można być bardziej przerażonym, zdarzało
się coś takiego, że poprzedni strach wydał mi się nieszkodliwy jak kaszka
się coś takiego, że poprzedni strach wydał mi się nieszkodliwy jak kaszka
z mleczkiem.
Usłyszałam przeciągły dźwięk, podobny do szeptu. A potem inny dźwięk: jakby
coś spadło na podłogę z paskudnym plaśnięciem. Moje nozdrza wyczuły w
powietrzu zapach gnijących roślin, a może padłego zwierzęcia. A potem światła
znowu zaświeciły żółtawym jakby chorobliwym blaskiem. Wyskoczyłam ze
swojego wagonika i pobiegłam wstecz, tą samą drogą, którą tu przyjechałam ,
a wampir i zakurzone szkielety nie wydawały mi się wcale takie śmieszne jak
przedtem.
Wyskoczyłam na zewnątrz i rzuciłam się na Justina.
- co ty wyprawiasz? To - uderzyłam go - nie jest - uderzyłam znów - zabawne!
Justin chwycił mnie za dłonie.
- Uspokój się! - powiedział. - Mechanizm się zablokował! Próbowałem go
naprawić! To trwało raptem minutę!
- Czyżby? - warknęłam. - To kiedy zdążyłeś się tam zakraść, żeby mnie straszyć?
- Co ty wygadujesz! - zawołał głosem aż schrypniętym z oburzenia. - Przecież
mewa wpadła do środka, nie połapałaś się? Ciężkie, grube, śmierdzące
ptaszysko. Widziałem ją, jak wlatywała.
- Bzdura! Nie tłumacz się tak głupio!
Przykucnęłam i usiłowałam pozbierać myśli.
Mewa wpadła/ Czy to możliwe, żeby to był po prostu ptak?
Przecież ptaki nie szepczą!
Choć z drugiej strony, pomyślałam, mogła mi się udzielić atmosfera tego
miejsca i niewykluczone, ze szept rozległ się tylko w mojej wyobraźni.
Wiedziałam, że nie mogę mu wspomnieć o tym szepcie. Wyszłabym na
kompletną idiotkę. Ukryłam twarz w dłoniach. Byłam zlana zimnym potem
i wyczerpana tak, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Drżałam na całym ciele.
- Chodźmy stąd - powiedział miękko Justin. - Usiądźmy na chwilę w jakimś
spokojnym miejscu.
Poszliśmy tam, gdzie stała karuzela, i usiedliśmy na krawędzi podestu.
Oddychałam głęboko. Usiłowałam się uspokoić. Naprawdę chciałam wierzyć
Justinowi. Lecz jednak byłam pewna, że tam , w środku, usłyszała coś
naprawdę dziwnego.
- Bardzo mi przykro - powiedział. - Nie przewidziałem, że mechanizm może się
zaciąć. Dawno tam nie byłem. W ciemnościach umysł czasem płata figle. -
Urwał i wydawało mi się, że obleciał go dreszcz. - Tak, to się zdarza.
Rozpuszczone włosy zasłoniły mi twarz. Przez tę zasłonę widziałam, jak Justin
podniósł dłoń i przyszedł mi do głowy szalony pomysł, że chce odgarnąć mi
włosy z czoła. Na chwilę wstrzymałam oddech. Ale on już opuścił dłoń i zaczął
przyglądać się swoim butom.
- Tak ... - wciąż jeszcze byłam roztrzęsiona i obawiam się, że mogę mimo woli
zrobić mu przykrość. - Ale po co w ogóle tu siedzisz? Nie masz ni lepszego do
roboty?
- Właśnie nie mam - odparł Justin oschle. - I tak muszę czekać.
- Czekać? Na co? Na autobus?
- Nie - powiedział. - Na mamę.
- A gdzie ona jest? - spytałam. Nie byłam pewna, czy to mnie się miesza w
głowie, czy jemu.
- Nie wiem. Zniknęła.
Od Autorki: Kolejna przygoda Rose z Justinem. :)
Co się stało z mamą Justina?
Przepraszam, że rozdział jest taki krótki. :(
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba! :)
Dziękuję za wspaniałe komentarze pod poprzednim rozdziałem. :)
Kolejny rozdział powinien pojawić się w sobotę. :/
Czytasz = Komentujesz
Jeśli czytasz tego bloga - komentuj ! - Nie ważne jak - czy to będzie
komentarz negatywny czy pozytywny :) - Ważne aby był. ! - Komentując
pokazujesz mi, że mam dla kogo pisać i bardzo ale to bardzo motywujesz
to tworzenia kolejnych rozdziałów. Z góry dziękuje <33
Pozdrawiam ! Do następnego. :))
naprawić! To trwało raptem minutę!
- Czyżby? - warknęłam. - To kiedy zdążyłeś się tam zakraść, żeby mnie straszyć?
- Co ty wygadujesz! - zawołał głosem aż schrypniętym z oburzenia. - Przecież
mewa wpadła do środka, nie połapałaś się? Ciężkie, grube, śmierdzące
ptaszysko. Widziałem ją, jak wlatywała.
- Bzdura! Nie tłumacz się tak głupio!
Przykucnęłam i usiłowałam pozbierać myśli.
Mewa wpadła/ Czy to możliwe, żeby to był po prostu ptak?
Przecież ptaki nie szepczą!
Choć z drugiej strony, pomyślałam, mogła mi się udzielić atmosfera tego
miejsca i niewykluczone, ze szept rozległ się tylko w mojej wyobraźni.
Wiedziałam, że nie mogę mu wspomnieć o tym szepcie. Wyszłabym na
kompletną idiotkę. Ukryłam twarz w dłoniach. Byłam zlana zimnym potem
i wyczerpana tak, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Drżałam na całym ciele.
- Chodźmy stąd - powiedział miękko Justin. - Usiądźmy na chwilę w jakimś
spokojnym miejscu.
Poszliśmy tam, gdzie stała karuzela, i usiedliśmy na krawędzi podestu.
Oddychałam głęboko. Usiłowałam się uspokoić. Naprawdę chciałam wierzyć
Justinowi. Lecz jednak byłam pewna, że tam , w środku, usłyszała coś
naprawdę dziwnego.
- Bardzo mi przykro - powiedział. - Nie przewidziałem, że mechanizm może się
zaciąć. Dawno tam nie byłem. W ciemnościach umysł czasem płata figle. -
Urwał i wydawało mi się, że obleciał go dreszcz. - Tak, to się zdarza.
Rozpuszczone włosy zasłoniły mi twarz. Przez tę zasłonę widziałam, jak Justin
podniósł dłoń i przyszedł mi do głowy szalony pomysł, że chce odgarnąć mi
włosy z czoła. Na chwilę wstrzymałam oddech. Ale on już opuścił dłoń i zaczął
przyglądać się swoim butom.
- Tak ... - wciąż jeszcze byłam roztrzęsiona i obawiam się, że mogę mimo woli
zrobić mu przykrość. - Ale po co w ogóle tu siedzisz? Nie masz ni lepszego do
roboty?
- Właśnie nie mam - odparł Justin oschle. - I tak muszę czekać.
- Czekać? Na co? Na autobus?
- Nie - powiedział. - Na mamę.
- A gdzie ona jest? - spytałam. Nie byłam pewna, czy to mnie się miesza w
głowie, czy jemu.
- Nie wiem. Zniknęła.
Od Autorki: Kolejna przygoda Rose z Justinem. :)
Co się stało z mamą Justina?
Przepraszam, że rozdział jest taki krótki. :(
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba! :)
Dziękuję za wspaniałe komentarze pod poprzednim rozdziałem. :)
Kolejny rozdział powinien pojawić się w sobotę. :/
Czytasz = Komentujesz
Jeśli czytasz tego bloga - komentuj ! - Nie ważne jak - czy to będzie
komentarz negatywny czy pozytywny :) - Ważne aby był. ! - Komentując
pokazujesz mi, że mam dla kogo pisać i bardzo ale to bardzo motywujesz
to tworzenia kolejnych rozdziałów. Z góry dziękuje <33
Pozdrawiam ! Do następnego. :))
<3
OdpowiedzUsuńCzekam na kontynuację, jak to "na mamę" hmmm ?
OdpowiedzUsuń<3 boskie :) zapraszamy na naszego początkującego bloga dla Beliebers :)
OdpowiedzUsuńhttp://belieberskk.blogspot.com/ miło będzie jak skomentujesz i dodasz do obserwowanych :)
O jejku ! Boże zastanawia mnie co to były za szepty :O mam nadzieję, że niedługo się dowiem *-* djdajaddshj uwielbiam tego bloga <3
OdpowiedzUsuńgenialny rozdział czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuń:3
OdpowiedzUsuńDopiero przeczytałam rozdział ale jest mega <3
OdpowiedzUsuńBoskie *-*
OdpowiedzUsuń<3333333333333333333333333
OdpowiedzUsuńOgólnie rozdział bardzo dobrze napisany, nie mam żadnych uwag. Jest chwila grozy i zaciekawienia. Możliwe że ten rozdział zachęci mnie do dalszego czytania bloga, choć za Justinem nie przepadam :) Powodzenia w dalszym prowadzeniu tej strony/ Klaudyna
OdpowiedzUsuń