środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział VII

W ciemności
Zrobiło się ciemno jak w grobie. Jeszcze przez chwilę do moich ust przyklejony
był głupi uśmieszek, chociaż serce waliło już o żebra jak szalone. To był na
pewno kolejny punk programu. Zdecydowałam nie dać Justinowi satysfakcji  i
zachować niezmącony spokój. Skrzyżowałam ramiona i rozsiadłam się
wygodnie w swoim wagoniku, czekając na kolejną scenę, równie obciachową
jak te poprzednie, z żelaznym postanowieniem, że nie dam się nastraszyć.
 Ale było tak strasznie ciemno...
Mijały minuty. Ciemność gęstniała jeszcze bardziej i coś mi mówiło, że to
jednak nie należy do programu.
- Justin? - mój głos zabrzmiał jakoś cienko. 
 Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tak absolutnej ciemności. Dotąd
wydawało mi się, że ciemność jest tylko brakiem światła. A nie jakąś obcą
materią, która dusi i dławi.
Oddychałam powoli, starając się zachować spokój. To tylko drobna awaria 
- myślałam - Justin zaraz ją usunie i będę się mogła stąd wydostać.
NAJWAŻNIEJSZE - NIE WYMIĘKAĆ!
- Hej - odezwałam się - Justin, jesteś tam? To wcale nie jest zabawne!
   Byłam gotowa go udusić gołymi rękami, kiedy tylko się stąd wydostanę.
Usłyszałam całkiem blisko jakiś szelest a potem znowu, jeszcze bliżej.
Może to szczur?
Może to człowiek?
Jeśli człowiek to na pewno nie Justin.
- Juuuustin!
 Ściany odbijały w nieskończoność mój  łamiący się głos. Nie mogłam złapać 
oddechu. Każdy najmniejszy nerw w moim ciele drżał z przerażenia. Wylazłam
z wagonika i zrobiłam parę kroków. Myśl, że zaraz na coś nadepnę, albo że 
pochwyci mnie czyjaś ręka, była jednak jeszcze straszniejsza od siedzenia 
w miejscu. 
Kiedy już wydawało mi się, że nie można być bardziej przerażonym, zdarzało
się coś takiego, że poprzedni strach wydał mi się nieszkodliwy jak kaszka 
z mleczkiem.
Usłyszałam przeciągły dźwięk, podobny do szeptu. A potem inny dźwięk: jakby
coś spadło na podłogę z paskudnym plaśnięciem. Moje nozdrza wyczuły w 
powietrzu zapach gnijących roślin, a może padłego zwierzęcia. A potem światła
znowu zaświeciły żółtawym jakby chorobliwym blaskiem. Wyskoczyłam ze 
swojego wagonika i pobiegłam wstecz, tą samą drogą, którą tu przyjechałam , 
a wampir i zakurzone szkielety nie wydawały mi się wcale takie śmieszne jak 
przedtem.
 Wyskoczyłam na zewnątrz i rzuciłam się na Justina.
- co ty wyprawiasz? To - uderzyłam go - nie jest - uderzyłam znów - zabawne!
  Justin chwycił mnie za dłonie. 
- Uspokój się! - powiedział. - Mechanizm się zablokował! Próbowałem go
naprawić! To trwało raptem minutę!
- Czyżby? - warknęłam. - To kiedy zdążyłeś się tam zakraść, żeby mnie straszyć?
- Co ty wygadujesz! - zawołał głosem aż schrypniętym z oburzenia. - Przecież
mewa wpadła do środka, nie połapałaś się? Ciężkie, grube, śmierdzące
ptaszysko. Widziałem ją, jak wlatywała.
- Bzdura! Nie tłumacz się tak głupio!
 Przykucnęłam i usiłowałam pozbierać myśli.
Mewa wpadła/ Czy to możliwe, żeby to był po prostu ptak?
Przecież ptaki nie szepczą!
Choć z drugiej strony, pomyślałam, mogła mi się udzielić atmosfera tego
miejsca i niewykluczone, ze szept rozległ się tylko w mojej wyobraźni.
Wiedziałam, że nie mogę mu wspomnieć o tym szepcie. Wyszłabym na
kompletną idiotkę. Ukryłam twarz w dłoniach. Byłam zlana zimnym potem
i wyczerpana tak, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Drżałam na całym ciele.
- Chodźmy  stąd - powiedział miękko Justin. - Usiądźmy na chwilę w jakimś
spokojnym miejscu.
 Poszliśmy tam, gdzie stała karuzela, i usiedliśmy na krawędzi podestu.
Oddychałam głęboko. Usiłowałam się uspokoić. Naprawdę chciałam wierzyć
Justinowi. Lecz jednak byłam pewna, że tam , w środku, usłyszała coś
naprawdę dziwnego.
- Bardzo mi przykro - powiedział. - Nie przewidziałem, że mechanizm może się
zaciąć. Dawno tam nie byłem. W ciemnościach umysł czasem płata figle. -
Urwał i wydawało mi się, że obleciał go dreszcz. - Tak, to się zdarza.
 Rozpuszczone włosy zasłoniły mi twarz. Przez tę zasłonę widziałam, jak Justin
podniósł dłoń i przyszedł mi do głowy szalony pomysł, że chce odgarnąć mi
włosy z czoła. Na chwilę wstrzymałam oddech. Ale on już opuścił dłoń i zaczął
przyglądać się swoim butom.
- Tak ... - wciąż jeszcze byłam roztrzęsiona i obawiam się, że mogę mimo woli
zrobić mu przykrość. - Ale po co w ogóle tu siedzisz? Nie masz ni lepszego do
roboty?
- Właśnie nie mam - odparł Justin oschle. - I tak muszę czekać.
- Czekać? Na co? Na autobus?
- Nie - powiedział. - Na mamę.
- A gdzie ona jest? - spytałam. Nie byłam pewna, czy to mnie się miesza w
głowie, czy jemu.
- Nie wiem. Zniknęła.

Od Autorki:   Kolejna przygoda Rose z Justinem. :)
                                   Co się stało z mamą Justina?
Przepraszam, że rozdział jest taki krótki. :(
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba! :)
Dziękuję za wspaniałe komentarze pod poprzednim rozdziałem. :)
Kolejny rozdział powinien pojawić się w sobotę. :/
Czytasz = Komentujesz
Jeśli czytasz tego bloga - komentuj ! - Nie ważne jak - czy to będzie 
komentarz negatywny czy pozytywny :) - Ważne aby był. ! - Komentując
pokazujesz mi, że mam dla kogo pisać i bardzo ale to bardzo motywujesz
to tworzenia kolejnych rozdziałów. Z góry dziękuje <33 
Pozdrawiam ! Do następnego. :))
                                 












10 komentarzy:

  1. Czekam na kontynuację, jak to "na mamę" hmmm ?

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 boskie :) zapraszamy na naszego początkującego bloga dla Beliebers :)
    http://belieberskk.blogspot.com/ miło będzie jak skomentujesz i dodasz do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O jejku ! Boże zastanawia mnie co to były za szepty :O mam nadzieję, że niedługo się dowiem *-* djdajaddshj uwielbiam tego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  4. genialny rozdział czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero przeczytałam rozdział ale jest mega <3

    OdpowiedzUsuń
  6. <3333333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogólnie rozdział bardzo dobrze napisany, nie mam żadnych uwag. Jest chwila grozy i zaciekawienia. Możliwe że ten rozdział zachęci mnie do dalszego czytania bloga, choć za Justinem nie przepadam :) Powodzenia w dalszym prowadzeniu tej strony/ Klaudyna

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly