środa, 25 czerwca 2014

Rozdział XXII

Wszędzie ich pełno...
Dom Abbie rozbrzmiewał kolędami i był pełen świątecznych ozdób.
Jej mama otworzyła nam drzwi z kieliszkiem wina w ręce. Z salonu dobiegał
gwar rozmów. Przywitała nas jak dawno niewidziane przyjaciółki.
- Wejdźcie, wejdźcie - zawołała, a ramiączko jej stanika zsunęło się na
ramię spod czarnej sukni bez rękawów. Miała takie same oczy jak Abbie
i podobny wyraz twarzy, ale włosy ciemniejsze, niezbyt starannie zebrane 
w kok.
- Bardzo się cieszę, że mogę was poznać - powiedziała, a mama uśmiechnęła
się, trochę zdziwiona. Już otwierała usta, żeby powiedzieć, że przecież byłam
u nich przedwczoraj, ale wtedy Abbie, jak za dotknięciem czarodziejskiej 
różdżki, ukazała się na schodach.
- Chodź na górę! - powiedziała. I mimo że w jej głosie nie było entuzjazmu, z
wdzięcznością chwyciłam się tego zaproszenia, rzuconego mi litościwie, jak 
koło ratunkowe.
Pokój Abbie był taki sam jak mój, tylko zupełnie inaczej urządzony. Ściany
miał pomalowane na mocny musztardowożółty kolor. Lampy na ścianach
świeciły ciepłym blaskiem, a nad jej łóżkiem z listwy do wieszania obrazków
zamiast plakatów zwisały cztery wzorzyste chusty. Na łóżku zaś piętrzyły
się kolorowe poduszki. Nie zdziwiłabym się, gdyby nagle jak z bajki o
Alladynie wyskoczył skądś facet w szarawarach* i podał mi na tacy filiżankę
mocnej kawy po turecku.
- O... - tylko tyle zdołałam powiedzieć. Popatrzyła na mnie chłodno, tak
jak przedtem, wlazła na łóżko i usiadła, podkurczając nogi. Ale nie
zachęciła mnie, żebym zrobiła to samo, więc stałam niezdecydowanie
przez długą chwilę, po czym nieśmiało przysiadłam na brzegu jej łóżka.
- Masz piękny pokój...
Cisza. Najwyraźniej nie zamierza mi pomóc. Była tylko jedna rzecz, którą
mogłam zrobić w tej sytuacji. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam z niej
nieco pomiętą fotografię Justin'a.
Wyciągnęłam ją ku niej. I zauważyłam, że ją to zainteresowało. Jej
nozdrza zadrżały jak u lisa. Przysunęła się trochę w moją stronę.
- Kto to jest? - spytała w końcu.
- To z jego powodu nie przyszłam przedwczoraj do ciebie - powiedziałam. -
Ale jeśli mnie wydasz, mama mnie zabije. Więc teraz mój los jest w
twoich rękach.
Dostrzegłam w jej oczach błysk uśmiechu, ale jej usta jeszcze nie były na
to gotowe.
- No to życzę szczęścia - odezwała się.
I wtedy uśmiechnęłyśmy się obie.
- Pokaż! - powiedziała, wyciągając rękę. Oglądała to zdjęcie bardzo długo. I
w końcu ogłosiła werdykt: - Ładny chłopak.
Pękałam z dumy.
- Mnie też się podoba.
I naszła mnie chęć, żeby opowiedzieć jej wszystko, całą prawdę. ale wtedy
przecież wzięłaby mnie za wariatkę.
Z dołu dolatywały dźwięki rocka z lat siedemdziesiątych i hałaśliwy śmiech,
wznoszący się w górę lekko jak dym papierosowy.
- Ale jest jeden problem - powiedziałam. - On nie zostanie długo. Wyprowadza
się. Do... Newcastle.
Ta nazwa wyskoczyła z moich ust, zanim głowa zdążyła coś wymyślić. Łatwiej
było powiedzieć Abbie, że Justin wyjeżdża, niż opowiadać jej wszystko
ze szczegółami.
- No to co? Przecież możecie być w kontakcie. Jest internet! - powiedziała
Abbie, a ja zaczęłam robić sobie wyrzuty, że jego "wyjazd" wysunęłam na
pierwszy plan.
- Jego rodzice są... wiesz, surowi i trochę staromodni. On nie ma dostępu
do komputera - powiedziałam w końcu.
- No to przechlapane. - odparła trochę łagodniej.
Z wdzięcznością spojrzałam w jej oczy.
- Tak, właśnie. Ale bardzo mi przykro, że nie przyszłam.
- Nic się nie stało - odpowiedziała.
Podkurczyłam nogi i rozsiadłam się wygodnie na poduszkach.
- Opowiedz mi coś - wreszcie poczułam się bezpieczniej - o ty, miejscu, w
którym się nosi Okropne Fioletowe Mundurki.
Spełniła moje życzenie. Powiedział mi, którą toaletę należy omijać, bo
starsze dziewczyny z trzeciej klasy liceum ogólnokształcącego wybrały ją
sobie na palarnię. I że, pan od wychowania fizycznego to maniak
koszykówki, niebezpieczny szaleniec. Dowiedziałam się o kółku
teatralnym w którym Abbie udziela się po lekcjach. I jak jej się żyje
w Stanford, i że nie może się już doczekać, kiedy wyjedzie stąd na studia.
Ale mówiła też o imprezach z ogniskiem na plaży, które urządzali z
przyjaciółmi ostatniego lata. Raz uśpił ich szum fal i nie zdążyła na
domową godzinę policyjną.
Przez następne kwadranse trajkotałyśmy jak najęte i nawet całkiem nieźle
wychodziło mi udawanie normalnej dziewczyny. A potem jej mama
zawołała nas na dół. Z ociąganiem opuściłyśmy ten przytulny pokój.
Rozgadane i roześmiane weszłyśmy do salonu, w którym lekko podpici
dorośli siedzieli w każdym kątku. Zauważyłam od razu panią Swift, która
zajmowała sporą część kanapy. A potem spojrzałam na mamę, która
rozmawiała po cichu z Willem. Zauważyła, że jej się przyglądam, i chyba
była speszona.
Obie z Abbie dostałyśmy coś do jedzenia i usiadłyśmy na podłodze, na dużych,
miękkich pufach, ciągnąc dalej naszą rozmowę. Starałam się nie patrzeć
na mamę. Dość mi już było tego, czego się dowiedziałam o ojcu. A teraz
jeszcze ten cały Will... Wolałam te sprawy odepchnąć od siebie jak
najdalej.
Kiedy brałam drugą porcję doskonałego biszkoptowego tortu z kremem,
upieczonego przez mamę Abbie, przypadkiem doleciały do moich
uszu słowa pani Swift.
- Nie rozumiem, po co się ich tutaj sprowadza. Wszędzie ich pełno! Parę
dni temu widziałam dwie dziewczyny niewiele starsze od Abbie, żebrzące
pod supermarketem. Wyglądały na Cyganki. Uważam, że powinno się
odesłać ich wszystkich tam, skąd przybyli.
Para w starszym wieku kiwała głowami, szemrząc potakująco. Mama
była zmieszana, patrzyła na swój kieliszek. Pomyślałam, że w innych
okolicznościach nie zostawiłaby tych słów bez odpowiedzi - musiałaby
zaprotestować. Zauważyłam, że Will skrzywił się i wbił wzrok w czubki
swoich butów.
- Odbyłyśmy już parę rozmów na ten temat. Zrobiło się późno, mamo
chyba czas do domu - powiedział.
Ale pani Swift nie zamierzała ustąpić. Spojrzała na niego surowo spod
ściągniętych brwi.
- Większość ludzi myśli tak jak ja - oświadczyła.
- Ja tak nie myślę - odpowiedział Will spokojnym, ale stanowczym głosem.
I wtedy odezwało się kilka osób, które powiedziały:
- Ja też nie.
Moja mam była wśród nich. Ale większość nie zabrała głosu. Mama Abbie
zauważyła zmianę nastroju i zerwała się z fotela.
- Chodźcie tu wszyscy - odezwała się wesoło. - Trzeba napełnić kieliszki.
...
Tego wieczoru, leżąc w łóżku, myślałam o tym, co kiedyś usłyszałam od
Justin'a. Gdyby źli ludzie skrzywdziliby jego mamę, ilu mieszkańców
miasteczka pomyślałoby o niej tak, jak pani Swift myślała o obcych, i
odwróciłoby wzrok? Przypomniałam sobie szwalnię i dziewczynę,
kulącą się ze strachu przed facetem, który wyglądał na szefa.
Przedtem widziałam go z tym biznesmenem, McCannem, przed ogrodzeniem
placu budowy. A Pattie pracowała w wesołym miasteczku, które teraz
miało zostać rozebrane, żeby zrobić miejsce dla nowego nadmorskiego
osiedla. Pattie musiała wiedzieć o czymś, co tamci chcieli utrzymać w
tajemnicy. Usiadłam na łóżku, a senność nagle mnie dopuściła. Wyglądało
na to, że między nadmorskim osiedlem a śmiercią Pattie jest jakiś
związek. Gdybym tylko mogła go odkryć... Tak czy inaczej wszystko się
kręciło wokół tego osiedla.
Gdybym tylko mogła wpaść na właściwy trop... Może wtedy Justin
doszedłby do wniosku, że słusznie zrobił, prosząc mnie o pomoc.
I zrozumiałby, że nie jest tak samotny, jak mu się wydaje...
Postanowiłam znaleźć sposób, żeby się dostać na plac budowy.
Musiałam się rozejrzeć.
...
Nazajutrz rano mama spała długo i kiedy wstałam, leżała jeszcze w łóżku.
Zaniosłam jej szklankę soku, żeby "zarobić" trochę punktów. Kiedy
wychodziłam z jej pokoju, wspomniałam o tym, że się gdzieś wybieram.
- Poczekaj. Wezmę tylko prysznic i pójdę z tobą. Spacer dobrze mi
zrobi. Nie powinnam była wypić tyle wina - powiedziała i mrugnęła do mnie.
- Nie! - zawołałam. - To znaczy, jeśli nie masz nic przeciwko temu, wolałabym
dzisiaj iść na spacer sama. Wiesz, chcę sobie przemyśleć parę spraw. Muszę
się uporać z waszym rozstaniem.
Miałam lekkie poczucie winy, że niezbyt uczciwie posłużyłam się tym
argumentem. Ale skoro zostałam dzieckiem z rozbitej rodziny, to przecież
chyba miałam prawo wyciągnąć z tego drobną korzyść.
Mama opadła z powrotem na poduszki.
- Dobrze, kochanie. Rozumiem. Tylko koniecznie ubierz się ciepło.
Byłam już przy drzwiach, kiedy odezwała się znowu.
- Rose...
Odwróciłam się do niej.
- Będzie dobrze. Zobaczysz.
...
W nocy padało i wszystko wokół wydawało się świeżo umyte. Kiedy znalazłam
się przy nadbrzeżu, przypomniało mi się, co Abbie mówiła o ogniskach na plaży.
Ten pomysł bardzo mi się podobał. Wyobraziłam sobie, jak siedzimy z
Justin'em przy takim ognisku, przytuleni, przykryci jednym kocem, i dzielimy
się jedną torebką frytek. Śmiejemy się i całujemy, fale rozbijają się o brzeg, a
na opalonej skórze czujemy sól. Bylibyśmy tacy jak inni. Jak wszyscy ci, którzy
mają przed sobą przyszłość.
I ogarnęła mnie fala smutku. Nigdy nie będziemy tacy jak wszyscy. Nie możemy
zostać zwyczajną parą. No bo jak?
Im bardziej zbliżałam się do nadbrzeżnego osiedla, tym plan wydawał mi się
głupszy. To było po prostu szaleństwo. Nie uda mi się przedostać na plac
budowy. Zresztą nie wiedziałam nawet, czego szukam. Postanowiłam więc
tylko przejść się w tamtą stronę i spojrzeć z zewnątrz. A nuż** przyjdzie mi do
głowy jakiś rewelacyjny pomysł?
Kiedy znalazłam się na miejscu, rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy.
Po pierwsze, brama była otwarta i stała przed nią ciężarówka gotowa do
rozładunku.
Po drugie, strażnik zagadał się z kierowcą ciężarówki i nie pilnował wejścia.

Zanim głowa rozważała sytuację, nogi ruszyły z miejsca i zaniosły mnie na
teren budowy.
____________________________________________________
*Szarawary - szerokie, długie, bufiaste spodnie noszone na Wschodzie.
(zdj. Szarawary )

**Nuż - być może, kto wie, może, na pewno.


Od Autorki: Wszystko się trochę wyjaśniło po między dziewczynami.
Od następnego rozdziału BĘDZIE już Justin.!
Ten rozdział jest trochę dłuższy niż poprzedni...
Pewnie jak sami zauważyliście zbliżają się wakacje.! :) ...
... więc rozdziały mogą pojawiać się w różnych terminach...(nie tak jak
do tej pory czyli w środy i soboty) :( ... ale może zdarzyć się też, że
mogą pojawiać się wcześniej. ...
... Opóźnienia mogą wynikać z tego... że wyjeżdżam nad morze na 2-tygodnie,
a potem jadę do cioci na miesiąc... Więc czasu nie będzie zbyt dużo na
pisanie kolejnych rozdziałów. ... :(
... Jeszcze teraz w te ostatnie dni... próbuję rozdziały pisać na zapas i jak na
razie mam 5 rozdziałów do przodu. :) Więc może się zdarzyć że będą dodawane
tak jak zazwyczaj czyli dwa razy w tygodniu (środa, sobota)...
Z góry bardzo Was przepraszam... za opóźnienia. :)
Następny rozdział powinien pojawić się w sobotę?
Podawajcie swój: tt, ask lub fb - jesli chcecie być 
informowani o nowych rozdziałach czy postach - bo 
trudno mi jest was informować z konta google. :(

Czytasz=Komentujesz=Motywujesz!


                 



11 komentarzy:

  1. zajebisty <3 <3 <3 czekam na nn :*
    @Karolincia246

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjny *-* Czekam nn <3
    heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział <3 czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Po prostu boski <3 Kocham to opowiadanie <3 czekam nn :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zarąbisty rozdział.Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział!
    Czekam na kolejny ♥
    Przy okazji zapraszam do mnie ♥
    http://nextstep3.blogspot.com/2014/06/rozdzia-18.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział z niecierpliwością czekam na next <3
    @BieberFever8059

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly